fot. PAP / Andrzej Grygiel
Robert Makłowicz podsuwa pomysły na to, jak wykorzystać urlop,żeby dobrze się najeść. A potem spiera się z Piotrem Najsztubem o rosół. Bez przeczytania tej rozmowy nie wolno zaczynać wakacji!
Rozmowa odbyła się 24 czerwca 2008 roku w Warszawie
Z radością powitał pan pomysł polityków PSL, żeby wpisać do ustawy o mediach publicznych nakaz promocji zdrowej żywności, szczególnie w takich programach jak pański?
– Pomysł, żeby promować zdrową żywność, jest oczywiście bardzo rozsądny, natomiast pomysł, aby nakazywać promowanie zdrowej żywności, jest irracjonalny, bo system nakazowo-rozdzielczy już dawno się w tym kraju skończył.
Czyżby? Z papierosami jest podobnie, mają za chwilę zakazać nam palenia we wszystkich miejscach publicznych. Państwo więc czasem wychowuje przymusowo, stosując represje.
– Mój stosunek do zakazów w tym względzie jest jednoznaczny. Państwo nie może być równocześnie kaznodzieją i alfonsem. A państwo czerpie pokaźne zyski z handlu tytoniem, a równocześnie zakazuje w imię dobra publicznego jego konsumpcji. Jestem jak najbardziej za miejscami wydzielonymi i dla palących, i dla niepalących. W różnych krajach świata różne legislacje i ograniczenia się zdarzają, na przykład w Niemczech skorygowano ustawę antynikotynową, bo najpierw wprowadzono totalny zakaz, potem landy się zaczęły wyłamywać i po prostu są wydzielone miejsca tylko dla palących i tylko dla niepalących.
Może więc PSL chce, żeby media publiczne były tylko dla zdrowo jedzących?
– Uporządkujmy. Po pierwsze, mój program nie jest stricte programem kulinarnym. Ja opisuję świat, pokazuję go poprzez jego kuchnie. Jadę na przykład na Węgry i chcę pokazać tamtejszą kuchnię. I teraz według tego pomysłu nie mogę mówić, że na Węgrzech robi się salami, wędzoną słoninę oraz hoduje się wieprzowinę rasy mangalica, ponieważ jest to żywość niezdrowa. To kompletny absurd. Bo przecież ludzie cierpią na różne problemy zdrowotne nie z tego powodu, że czasami jedzą kawałek słoniny albo że za mało sałaty w siebie pakują, tylko dlatego, że jedzą świństwo, wysokoprzetworzoną żywność, chipsy, jakieś fast foody itd.
Jestem przerażony, kiedy widzę teraz wielkie billboardy z jedną panią, która robi programy o wychowaniu maluczkich i reklamuje margarynę jako najlepszą rzecz dla
dzieci. A to jest żywność niezdrowa, bo margaryna jako produkt chemiczny nie może być zdrowa. Nikt mi nie wmówi, że coś, co pochodzi z fabryki, może być zdrowsze od czegoś, co pochodzi od krowy, czyli masła.