Czwarty Wymiar

Szkoła pełna ducha

  A A A

fot. Czwarty Wymiar

Masaż gongami, znajomość tarota, metody samoleczenia, widzenie aury i wychodzenie z ciała to nie tanie jarmarczne sztuczki. Wystarczy tylko chcieć poznać tajemnice nas samych.

Stoją blisko siebie. Na ziemi palą się węgle mające temperaturę nawet 800 stopni Celsjusza. Nie mają butów. Za chwilę nadejdzie moment weryfikacji własnych lęków. Umysł będzie musiał zapanować nad materią, a wiara zawalczyć z pragmatyzmem. W niektórych oczach tli się iskra zwątpienia. Ryszard Gąsierkiewicz bierze do rąk szamański bęben. Rytmiczne dźwięki jednym dają otuchy, innym odwagi. Pierwsza osoba przebiega przez rozżarzony dywan. Dym sięga kolan. Z niedowierzaniem patrzy na swoje stopy. Nie ma na nich najmniejszych śladów oparzeń. Kilka lat temu Gąsierkiewicz przebiegł po żarze 90 metrów, stając się jednym z liderów w pokonywaniu własnych lęków. – Jest to bowiem sprawdzian otwartości na możliwość zmian, osiągnięcia tego, co właściwie wydaje się nieprawdopodobne – wyjaśnia. – Stąd tylko krok do uwierzenia, że w życiu można zmierzyć się z każdym wyzwaniem, tylko czasami brakuje nam wiary.

Halina Saranczuk pojechała na obóz szkoleniowo-magiczny organizowany przez Studium Psychotroniki im. Juliana Ochorowicza w Krakowie po raz pierwszy. Jednak to nie urok Jeziorowic na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej spowodował, że postanowiła przeżyć coś wyjątkowego. Od kilku miesięcy w co drugi weekend uczy się w krakowskim Hogwarcie. Bo tak właśnie postrzegane jest Studium Psychotroniki – nie bez przyczyny noszące imię dziewiętnastowiecznego naukowca-wizjonera, który nie tylko prowadził psychologiczne badania empiryczne, ale także zgłębiał zagadnienia z dziedziny hipnotyzmu, telepatii czy mediumizmu. Zaliczany jest do prekursorów koncepcji nieświadomości wyprzedzających idee Freuda.

Duch patrona determinuje charakter szkoły, w której słuchacze uczą się parapsychologii i bioterapii, docierają do głębokich pokładów nieświadomości za pomocą tarota czy treningu budzącego zdolności jasnowidcze, poznają jogę kundalini i zawiłości astrologii. Każdy z adeptów przyszedł tu z innego powodu. Pani Halina wiecznie się uśmiecha. Emanuje radością życia. Na co dzień jest masażystką.

– Wiele osób mówiło mi, że mam w rękach czarodziejskie moce – śmieje się na samo wspomnienie. – Ktoś wspomniał o tej szkole i postanowiłam spróbować. W czasie przerwy między zajęciami będzie dzielić wielki tort i obdarowywać nim innych. Tylko członkowie obozu wiedzą, że w jej sercu jeszcze do niedawna była wielka rana. Dekadę temu przyjechała do Polski z Ukrainy. Tam zostawiła córkę – 11-letnią wtedy Tanię.

– Czułam się z tym źle, choć wiedziałam, że nie chcę żyć dalej byle jak – tłumaczy. – Postawiłam wszystko na jedną kartę.

Uzdrowić rodzinę

W czasie zajęć z ustawień hellingerowskich pierwsza podniosła rękę, aby opowiedzieć o swoim rodzinnym problemie. To było niczym próba ratowania samej siebie. Spośród uczniów wybrała osoby, które miały reprezentować Tanię oraz Halinę, czyli ją samą. Na oczach kilkudziesięciu świadków nastąpiło coś niezwykłego – aktorzy zaczęli odczuwać emocje nieznanych im zupełnie kobiet.

Osoba wcielająca się w córkę patrzyła daleko przed siebie, jakby nie zauważała matki i kogoś wypatrywała. Okazało się, że tak naprawdę stara się dostrzec ojca, który mieszka w Rosji i nie ma z nimi kontaktu. Gdy się pojawił jako kolejny wybrany spośród obserwujących zajęcia osób, „dziecko” starało się nawiązać z nim kontakt i dopiero, gdy to się udało, zwróciło wzrok w kierunku „matki”.

– Patrząc na tę sytuację z boku, czułam, jak moja reprezentantka jest osamotniona i dopiero po rozmowie z terapeutką zrozumiałam, że Tania ma już 22 lata i nie mogę się cały czas obwiniać – tłumaczy Saranaczuk. – Poczułam się o wiele lepiej, jakby spadł ze mnie ciężar, który dźwigałam tyle czasu. Nie wiedziałam, że moja córka również w rzeczywistości szuka kontaktu z ojcem i bardzo jej na tym zależy.

– Dziecko, nawet dorosłe, jest szczęśliwe, gdy może kochać oboje rodziców. Jest to możliwe, nawet jeżeli im jako partnerom życie się nie ułożyło. Dla dziecka najważniejsze jest, by każdy z rodziców pozwalał mu kochać siebie oraz drugiego rodzica. Wtedy dziecko rozkwita. To podstawa szczęścia, którą można odnaleźć w każdych warunkach. Magia szczęścia jest taka prosta – skomentowała terapeutka. Jagna Kaja Szulczewska, która wcieliła się w postać córki, jest od niej starsza zaledwie o rok.

Wydanie internetowe: www.4wymiar.pl


1 2 3 z 3 następnanast?pna
oceń
0
0
Podziel się
 

Zobacz także

W innych serwisach

Wiadomości

Horoskop

Pytamy.pl


Opinie (0)

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Sonda

Czy jesteś za legalizacją eutanazji?

głosuj

łączna liczba głosów: 1897

zobacz wyniki »

zobacz wszystkie sondy »

magazyny

dzienniki

internet

Internet

Internet

Usługi

Wyszukiwanie wiadomości z konkretnego dnia

Poprzedni miesiąc Następny miesiąc Maj 2012
pn wt śr cz pt sb nd
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3