O legendarnym założycielu Dynastii Księżycowej, Kamasutrze na świątynnych murach oraz nagich świętych mężach zamiatających przed sobą drogę, by nie skrzywdzić żadnego żywego stworzenia, z podróżnikiem Łukaszem Wallem rozmawia Jolanta Podsiadła.
Czy świątynie w Khadżuraho szokują człowieka Zachodu? – Nam, ludziom wychowanym w duchu wartości chrześcijańskich, trudno zaakceptować śmiałe, nierzadko wręcz pikantne sceny erotyczne w świątyniach. A tak właśnie jest w Khadżuraho w Indiach. Niemal każdy metr świątynnych murów pokrywają płaskorzeźby pokazujące zarówno codzienne życie ówczesnych władców, sceny z uczt, koncertów i bitew, jak i przyprawiające o zawrót głowy sceny miłosne, w których pozycje są niekiedy tak wymyślne, że w istocie wymagają joginistycznych praktyk i zwinności akrobaty cyrkowego (!). A wszystko to na monumentalnych świątyniach hinduistycznych (śiwaickich, wisznuickich) i dżinistycznych.
Kiedy powstały, kto je wybudował i tak przyozdobił? – Powstały tysiąc lat temu, w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach. Wiąże się z nimi piękna legenda. Mówi ona, że świątynie te są dziełem Nannuki, założyciela dynastii Ćandella (Księżycowej), która w X i XI wieku władała jednym z państewek na terenie środkowych Indii. Otóż którejś nocy bóg Księżyca ujrzał kąpiącą się w rzece piękną Hemawati, córkę nadwornego kapłana radży Waranasi. Urzeczony jej urodą, zszedł na ziemię i oddał się miłosnemu uniesieniu. Owocem tej nocy był Nannuka, dzielny młodzieniec, który m.in. zabił nękającego miejscową ludność tygrysa ludojada. Boski ojciec uznał, że jest on godny stać się protoplastą królewskiej dynastii Ćandella. Podarował mu kamień szczęścia oraz władzę nad Khadżarapurą (dzisiejsze Khadżuraho) – Miastem Palm Daktylowych (w sanskrycie: khadjur – palma daktylowa). W podziękowaniu oraz ku upamiętnieniu miłości swych rodziców Nannuka wzniósł nieopodal Khadżarapury kompleks 85 wspaniałych świątyń. Tyle mówi legenda. W rzeczywistości powstawały one przez półtora wieku i były dziełem kolejnych władców dynastii Ćandella.
W krótkim czasie, podobnie jak kambodżański Angkor, zostały opuszczone i całkowicie zapomniane… – Prawdę mówiąc, niewiele wiemy o panowaniu i upadku Dynastii Księżycowej, najprawdopodobniej porzuciła swą stolicę, uciekając przed wrogami. Dzięki temu świątynie nie zostały doszczętnie zniszczone, choć zachowało się tylko ponad dwadzieścia z nich, a przynajmniej tyle do tej pory odnaleziono. W 1838 roku odkrył je na nowo angielski żołnierz, którego nazwiska przewodniki po Indiach nawet nie podają. Co ciekawe, przez ponad sto lat odkrycie to nie wzbudziło większego zainteresowania. Naukowcy zaczęli przyglądać się świątyniom dopiero w latach 50. ubiegłego wieku i wówczas okazało się, że są absolutnie niezwykłe. W 1986 roku zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Na czym polega ich niezwykłość? – Przewodniki, zachęcając do odwiedzenia Khadżuraho, posługują się hasłem: Kamasutra w kamieniu. Ale tutejsze świątynie to dużo więcej niż tylko przyciągające turystów śmiałe sceny erotyczne. Przede wszystkim wzniesione z piaskowca budowle budzą podziw i respekt, tym bardziej że powstały bez grama zaprawy murarskiej. Posadowiono je na podwyższeniach, prostokątnych tarasach. Wchodzi się do nich (do świątyń w Khadżuraho mają nieograniczony wstęp wszyscy, tzn. również niehinduiści, co jest ewenementem w Indiach) przez pięknie zdobione bramy, a następnie po stromych schodach. Charakterystycznym elementem całego kompleksu jest duża liczba strzelistych wież (tzw. sikhary), które pną się do nieba niczym himalajskie szczyty, gdzie ma swą siedzibę bóg Śiwa. Ale tutejsze świątynie to cały panteon hinduistycznych bóstw – każda z nich poświęcona jest innemu bogowi lub bogini. Wnętrze większości z nich składa się z pięciu przestrzeni: przedsionka, małej sali filarowej, otoczonej korytarzem dużej sali filarowej dla wiernych, a następnie kolejnego przedsionka i sanktuarium z posągiem bóstwa, któremu świątynia została poświęcona (po świątyni poruszamy się boso, zawsze zgodnie z ruchem wskazówek zegara oraz rytualnym zwyczajem). Całości dopełniają nieprzeliczone arkady, krużganki, balkony. Na wielu tarasach znajdują się również świątynie pomniejsze. Cały kompleks – choć jest miastem wymarłym – naprawdę robi wrażenie. I nikt nie jest w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie, jaki zamysł przyświecał wzniesieniu tylu imponujących świątyń w jednym miejscu. Tym bardziej że akurat to miejsce nie sprzyjało ich budowie. Było to przedsięwzięcie wprost niewyobrażalne. Bo doprawdy trudno sobie wyobrazić wielotonowe kamienne bloki wiezione dziesiątki kilometrów na wozach ciągniętych przez woły.