fot. Włodzimierz Adam Osiński
Egzotyczne systemy religijne często w zaskakujący sposób łączą ze sobą elementy zaczerpnięte z religii, szamańskich rytuałów i magicznej obrzędowości. Przyciągają turystów z Zachodu, kusząc ich nowością i aurą tajemniczości. Chętnie poddajemy się tej magii w nadziei, że zamorscy idole okażą się silniejsi od dobrze znanych nam rodzimych bogów. W czasie swoich podróży mogłem kilkakrotnie spotkać się z tym nie zawsze w pełni wytłumaczalnym pędem za religijnymi nowościami. Jak w gorączce Kiedy w listopadzie ubiegłego roku po raz kolejny odwiedziłem aśram Sathya Sai Baby w Puttaparthi, wielu przebywających w nim Polaków, zamiast oczekiwać na zbliżające się 84. urodziny Swamiego, fascynowało się tylko jednym – wyprawą do hinduskiego szamana. Największą ciekawość wzbudzały osoby, którym udało się spotkać z osławionym Hindusem podczas swoich poprzednich pobytów w aśramie. Ja także, z racji dziennikarskiej ciekawości, postanowiłem pojechać do szamana, aby doświadczyć jego paranormalnych mocy. Trafić do niego nie było jednak tak łatwo. Okazało się, że jedyną przewodniczką, mogącą zapewnić sukces wyprawie, była miejscowa szeptunka Prema Aka, która pozostawała w bliskim kontakcie z mającym moc przywoływania duchów szamanem. Na spotkanie z szeptunką także musiałem zaczekać, ponieważ wyjechała do swojej rodziny mieszkającej w oddalonym o 120 kilometrów Bangalore i nikt z jej sąsiadów nie wiedział, kiedy powróci. Dopiero czwarta wizyta zakończyła się sukcesem. Wraz z trzema Polkami, które pragnęły zaznać uzdrawiających zabiegów Aki, przekroczyłem progi małego, nawet jak na standardy hinduskie, mieszkanka. Przyjaźnie uśmiechnięta gospodyni w wieku około pięćdziesięciu lat serdecznie zaprosiła nas do swojego lokum. Aka to osoba niepiśmienna, a jej znajomość języka angielskiego pozwalała jedynie na najprostszą komunikację. Zwiedziliśmy maleńką sypialnię oraz nie pierwszej świeżości kuchnię, która spełniała także rolę „gabinetu zabiegowego”. Na ścianach wisiały portrety hinduskich bogów, a na domowym ołtarzyku stała duża fotografia Swamiego. Prema Aka z dumą prezentowała wizerunek Baby, na którym ciągle materializował się święty popiół wibhuti, widomy znak łaski, jaką obdarzona jest szeptunka.
Modlitwa i limonki Hinduska z zapałem zabrała się do uzdrawiania moich towarzyszek. Obolałe i popuchnięte nogi nacierała wibhuti, przykładała miodowe plastry, przewiązywała nadgarstki czerwonymi niteczkami, recytowała modlitwy, zbierała dłońmi negatywną energię i strząsała ją na ziemię. Kobiety z fascynacją obserwowały wszystkie poczynania szeptunki. Szybko okazało się, że rytuały odprawiane w mieszkaniu Hinduski to nie koniec terapii. Moje towarzyszki otrzymały jeszcze „pracę domową”. Każda z nich, oprócz sumiennego uczestnictwa w darszanach Swamiego, powinna jeszcze wykonać kilka magicznych czynności. Jola po wyjściu ze świątyni Ganeszy miała rozdać potrawę z ryżu siedmiu osobom, uzdrowienie Hanki wymagało odprawienia pudży, polegającej na własnoręcznym rozbiciu orzecha kokosowego, natomiast Olga powinna przed snem natrzeć swoje ciało sokiem z trzech limonek, a rano umyć się w pobliskiej rzece Citrawati. Moje towarzyszki z głębokim zrozumieniem przyjęły wszystkie zalecenia szeptunki. Na koniec wizyty wręczyły Ace drobne pieniądze, a otrzymawszy błogosławieństwo w imieniu Swamiego, wyszły.
Pęknięty pierścień Po chwili odpoczynku Prema Aka opowiedziała mi swoją historię. Pochodzi z tradycyjnej, wielodzietnej, hinduskiej rodziny, ma pięciu braci i trzy siostry. Bardzo wcześnie wydana za mąż, urodziła i wychowała trzech synów. Przez 28 lat była przykładną żoną i matką. Kilka lat temu uczestniczyła w darszanie z Sathya Sai Babą w jego aśramie w White Field, niedaleko Bangalore, gdzie mieszkała. Swami podszedł wtedy do niej i zapytał, jak długo pozostaje w małżeństwie. Prema Aka odpowiedziała, że 28 lat. Baba zmaterializował dla niej złoty pierścień i stwierdził, że jej małżeńska karma już się wypaliła, jest wolna i może odejść w swoją stronę. Od tamtej pory Hinduska czuła silną więź ze Swamim oraz jego opiekę, a szaman zaczął pojawiać się w jej snach. Opuściła męża i przeniosła się do Puttaparthi. Zamieszkała w maleńkim lokum emerytowanego sędziego, którym opiekowała się aż do jego śmierci. Zaczęła także uzdrawiać miejscowych Hindusów oraz turystów. W swoich modlitwach, podczas wszystkich uzdrawiających rytuałów, zwracała się do Swamiego, powierzając jego opiece osoby, które do niej przychodziły. Z dumą prezentowała także swój złoty pierścień zmaterializowany przez Babę. Niestety sygnet był pęknięty i sklejony zwykłym plastrem, co wzbudziło moje nie do końca pozytywne odczucia.
Korzystając z okazji, namówiłem Akę na wyprawę do tajemniczego szamana. Szeptunka z chęcią przystała na wyjazd i obiecała ugotować ryżowy prasad (rodzaj poczęstunku), przykazując mi zaopatrzyć się w potrzebne do rytuałów składniki: orzechy kokosowe, girlandy kwiatów i owoce limonki.