Czy zawsze robicie wszystko według planu, nie odkładacie niczego na później i nigdy nie zostawiacie sobie niczego na ostatnią chwilę? No cóż, jeśli tak – jesteście cyborgami. Jeśli nie, to jesteście... o nie, wcale nie opieszali, leniwi i gnuśni. Cierpicie na prokrastynację. I powiem wam coś więcej: psychologia bardzo poważnie podchodzi do waszej przypadłości.
Tak, tak – napisz ten tekst koniecznie! to będzie taki wcieleniowy artykuł – drwili koledzy z redakcji, kiedy opowiadałam im o moim pomyśle. No dobrze, ale kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień.
Oczywiście nie ma w tym nic zdrożnego: każdemu od czasu do czasu się nie chce. Pijemy dziesiątą herbatę, robimy porządek w kolekcji płyt, pranie, sprzątanie – wszystko po to, by odwlec chwilę, kiedy kategorycznie i bezwzględnie będziemy musieli się zająć Zadaniem Niecierpiącym Zwłoki. Jednak 15–20 procent z nas ma z tym naprawdę poważny problem. To prokrastynatorzy*. Odwlekanie rujnuje ich życie: odbiera zdrowie, przyjaciół, pieniądze. Co zatem daje w zamian, że trwają w swym zgubnym nałogu?
Wrzód na potem
Niektóre badania psychologiczne pozwalają określić, jakie cechy charakteru predestynują do stania się patologicznym opóźniaczem. Naukowcy mówią, że najczęściej zdarza się to perfekcjonistom, ale także ludziom niepewnym siebie, bojącym się porażki oraz takim, którzy wolą nie wykonać na czas zadania z obawy przed... sukcesem.
To środkowe można jeszcze zrozumieć, ale co ma do tego perfekcjonizm i sukces? Perfekcjoniści boją się często, że nie sprostają wymaganiom. Odwlekając wykonanie zadania, podświadomie szukają wymówki, która pozwoli usprawiedliwić ich hipotetyczną porażkę: coś nie wyszło, bo nie miałem dość czasu, by się przygotować. Gdybym się bardziej przyłożył, niezawodnie odniósłbym sukces. Nieco pokrętne, prawda? Cóż, ważne, że skuteczne – dalej uważam się za świetnego gościa, a jedynie okoliczności za niesprzyjające.
Wróćmy teraz do tego lęku przed sukcesem: rozumiem, że można bać się porażki, ale lękać się tego, że coś się uda? Ha! A co będzie, jeśli uda się aż za bardzo? Szef się ucieszy i obarczy cię kolejnym, trudniejszym zadaniem? Lepiej nie ryzykować i odwlekać: a nuż nie wyjdzie i będziemy usprawiedliwieni – byliśmy pełni dobrych chęci, ale... itd.
Takie podejście to tak zwana prokrastynacja pasywna: odraczając wykonanie zadania, trwamy w poczuciu bezpieczeństwa (nic, że złudnym). A gdy coś się nie uda, możemy zawsze powiedzieć, że to wina braku czasu, a nie naszych umiejętności.