Koło historii
Położenie na skrzyżowaniu szlaków handlowych do Chin, Persji i Indii sprzyjało rozwojowi miasta, choć jego władcy zmieniali się często. Byli wśród nich Zachodni Turkowie, Arabowie (którzy wprowadzili Islam), perscy Samanidzi, Karachanidzi, Turcy Seldżuccy. Dzięki uzyskaniu od jeńców chińskich, pojmanych w bitwie pod Talas w 751 r,. tajemnicy produkcji papieru, już w VIII w. powstała tu pierwsza na świecie arabskim papiernia. Samarkanda kwitła aż do czasów, gdy została zniszczona przez armię Czyngis-chana w 1220 r. Po najeździe wielkiego wodza mongolskiego właściwie nic nie ocalało z dawnej zabudowy.
Dopiero Tamerlan wskrzesił Samarkandę i nadał jej status stolicy swego imperium, rozciągającego się od Indii do Turcji. Wybór rzekomo był trafiony w dziesiątkę, jak powiedział nam przygodny przewodnik–amator, kręcący się przy jednym z meczetów z pięknym portykiem osadzonym na drewnianych kolumnach. „W Samarkandzie jest specjalne powietrze. Tutaj mięso pozostawione na 4 dni się nie zepsuje. Tu jest najlepsza
pogoda. Samarkandę omijają wszelkie kataklizmy”. Z tym akurat nie mogę się zgodzić, bo przecież trzęsienie ziemi zdarzały się w Samarkandzie nie raz! Cóż, nie ważne...
Tamerlan stworzył swoje imperium w ciągu 36 lat. Z jednej strony był on okrutnym i bezwzględnym wojownikiem, który zasłynął z tego, że budował wieże z głów pokonanych wrogów, tudzież kazał swojej armii używać ich do nabijania dział. Znany jako „miecz islamu” spędzał sen z powiek władców chrześcijańskich, hinduistycznych i buddyjskich, traktując ich wszystkich jako niewiernych. Jego imię siało strach w Azji, Afryce i Europie. Ale z drugiej strony, Tamerlan był też wielkim mecenasem i miłośnikiem sztuki, który ze swojego ukochanego miasta chciał uczynić perłę Azji. Samarkanda słynęła z baśniowego przepychu. Z podbitych krajów Tamerlan ściągał tu najlepszych rzemieślników i artystów. Władca osobiście doglądał prac budowlanych. Jeżeli efekt końcowy uznał za niesatysfakcjonujący, kazał wszystko równać z ziemią.
Do połowy XV w. pod panowaniem Timurydów, a szczególnie Ulugbega, wnuka Tamerlana, Samarkanda była najsłynniejszym ośrodkiem kultury, nauki i sztuki. Stanowiła epicentrum ówczesnego świata intelektualnego. Sam Ulughbek lubował się w naukach ścisłych. Wybudował nawet swoje własne obserwatorium, które można zwiedzać do dziś, a w nim m.in. gigantyczny marmurowy sekstant, o długości łuku wynoszącej 63 m. W XVI w. nastali kolejni władcy, czyli uzbeccy Szejbanidzi. Przenieśli stolicę państwa do Buchary, a Samarkanda stała się jednym z podrzędnych miast chanatu bucharskiego. W tym czasie Jedwabny Szlak też już stracił swoje znaczenie handlowe. Miasto ponownie popadło w zapomnienie. Do XVIII w., po serii trzęsień ziemi, było praktycznie niezamieszkane. Emir Buchary na siłę starał się zasiedlać je pod koniec stulecia, ale tak naprawdę życie miastu przywrócili Rosjanie, którzy najpierw podbili je w 1868 r., a potem przyłączyli do carskiego imperium koleją transkaspijską 20 lat później. Za czasów ZSRR, w 1924 r., Samarkanda została ogłoszona stolicą Uzbeckiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, ale wkrótce straciła ten przywilej na rzecz Taszkentu.
Hejnał mariacki w Samarkandzie
Już po powrocie do Polski znalazłam jeszcze jedną literacką historię związaną z Samarkandą. W opowiadaniu „Trębacz z Samarkandy” Ksawery Pruszyński opisuje zdarzenie, które związane jest z legendą hejnału mariackiego. Pisarz odwołuje się do czasów, gdy armia generała Andersa dotarła do Samarkandy. Wtedy to podobno miejscowa starszyzna miała poprosić generała, aby zagrali dla nich trębacze z jego armii. Prośba była szczególna i dotyczyła melodii granej od pradawnych czasów na wieży stolicy kraju, z którego pochodzili. Domyślono się, że chodzi o hejnał mariacki z Krakowa. Ale dlaczego akurat ta? Otóż podobno w starych kronikach był gdzieś zapis o wyprawie na północny zachód. Wyprawa zakończyła się klęską, wielu żołnierzy zginęło. Wierzono, że była ona wyrazem gniewu bożego, że zaatakowano miasto w czasie, gdy... lokalny muezin wzywał wiernych do modlitwy. Klątwa ta miała ciążyć na całym narodzie do czasów, aż nie przyjedzie wojownik z napadniętego kraju i nie zagra tej samej melodii w Samarkandzie do końca... Fikcja literacka przeplata się tu z prawdą, a historia z legendami. Ale taka właśnie jest Samarkanda.