Czwarty Wymiar

Szkoła pełna ducha

  A A A

Adepci krakowskiego Hogwartu poznają na zajęciach tajniki filozofii, radiestezji, podstawy psychologii, programowania neurolingwistycznego. Dopiero po zdobyciu ogólnej bazy wybierają specjalizację: medycynę naturalną (bioterapię i ziołolecznictwo) lub parapsychologię (astrologia, tarot, chirologia, analiza człowieka z wyglądu). Nie oczekują, że po skończeniu nauki zostaną psychologami czy psychoterapeutami, bo żadna szkoła tego typu nie może zastąpić co najmniej ośmioletniegoletniego cyklu kształcenia akademickiego, wymaganego do uzyskania odpowiednich uprawnień. – Znajomość bioterapii pozwala osiągnąć znacznie większe postępy w pracy z pacjentami – wyjaśnia Gąsierkiewicz, który przez jakiś czas pracował w przychodni. – W działalności zawodowej przydaje się również znajomość psychotroniki.

Uczniowie z „Ochorowicza” wiedzą za to, że będą wykonywali zupełnie inne profesje: doradcy życiowego, radiestety, bioenergoterapeuty lub też wykorzystają posiadany potencjał w swoim własnym zawodzie czy życiu.

– Od kilku lat dominuje trend poznawania własnego stanu zdrowia – dodaje pani Agnieszka. – Uczniowie chcą pomagać zdrowotnie innym i sobie. 30 procent pochodzi z Krakowa, a pozostali dojeżdżają do nas na weekendowe zajęcia z Wybrzeża, Śląska, a nawet Berlina i Wiednia.

Przypadki nie istnieją

Nie wszystko da się przeprowadzić na zajęciach, więc słuchacze chętnie wyjeżdżają na coroczny obóz. W tym roku hitem była synchronizacja półkulowa czy też warsztaty prowadzone przez wybitnego psychologa-psychoterapeutę Flavio Anusza, pracującego na co dzień z ludźmi, zmagającymi się z ciężkimi zaburzeniami. Jest on znakomitym znawcą tarota, dzięki któremu adepci mogli zaglądnąć we własne wnętrze. Tu zaprezentował swoje autorskie i bardzo rzadko prowadzone zajęcia pod nazwą „Medytacja Białego Lotosu”, stanowiące dalszy etap rozwoju duchowego, wymaganego od każdego tarocisty i pozwalające na opanowanie własnej jaźni i rozbuchanego ego.

Grażyna Więckowska z Krakowa, zanim trafiła do Studium Psychotroniki, ukończyła kurs bioterapii i chodziła na zajęcia z tai-chi. – Cały czas czułam, że potrzebuję profesjonalistów, dzięki którym zacznę się rozwijać – wyjaśnia. – Czytałam literaturę ezoteryczną, ale ciągle brakowało mi odwagi, aby zająć się własnym rozwojem. Wydawało mi się, że trzeba mieć do tego specjalne, wręcz magiczne predyspozycje. Nie ma w życiu przypadków, więc ostatecznie trafiłam właśnie tu. Na obozie zafascynował ją masaż dźwiękiem za pomocą mis i gongów prowadzony przez Kubę Koryckiego oraz nauka gry na didgeridoo, czyli długiej rurze, zaliczanej do najstarszych instrumentów świata.

Arkadiusz Buczek wytłumaczył słuchaczom, że wydobycie wibrującego dźwięku z tak skonstruowanego instrumentu wymaga ćwiczeń, bo związane jest z umiejętnością odpowiedniego oddychania. Sztuka ta (wywodząca się z kultury Aborygenów) nie jest łatwa do opanowania, ale niektórym udaje się uzyskać podstawowy dźwięk już przy pierwszej próbie. Nauczenie się odpowiednich technik zajmuje jednak lata. Dopiero mistrzowski trening najlepszego w Polsce specjalisty od instrumentów etnicznych pokazał, że i tu nie ma rzeczy niemożliwych.

Gdy na sali pojawiły się gongi i misy, każdy z uczniów uderzał w nie bez opamiętania. – Byliśmy głodni dźwięków – wyjaśnia Grażyna Więckowska. – Tłukliśmy bez umiaru, jakbyśmy chcieli, żeby dotarły do kosmosu. Dopiero po chwili przyszło zastanowienie i wczucie się we własne potrzeby. Dźwięk miał rozlewać się po ciele, wprawiać je w przyjemne wibracje. – To ma być kąpiel w gongach – przekonywał Kuba Korycki. Część grupy położyła się na matach i zamknęła oczy. Pozostali adepci zaczęli patrzeć na siebie, uderzając w instrumenty i tworzyć muzykę na poziomie intuicji. Efekt przeszedł najśmielsze wyobrażenia. Niektórzy ze słuchających tak się zrelaksowali, że zasnęli.

Ryszard Gąsierkiewicz zdaje sobie sprawę, że najważniejsze jest poznanie technik relaksacyjnych i otwarcie się na kwestie duchowe. Najistotniejsze jest to, by od samego początku w procesie uczenia i rozumienia nowych zjawisk uczestniczyli fachowcy, a nie hochsztaplerzy. Jego pierwsze warsztaty związane były z chęcią weryfikacji tego, co wydawało mu się niemożliwe. Wyczytał, że Lech Stefański w cztery dni nauczy każdego umiejętności powiedzenia przynajmniej kilku słów o nieznajomej osobie.

– Po trzech dniach nie miałem najmniejszego sukcesu – wspomina. – W czwartym dniu bezbłędnie mówiłem o niewidomej kobiecie, która była moją zagadką do rozwiązania. Wtedy zrozumiałem, że przypadki nie istnieją.

Agnieszka Malik

Wydanie internetowe: www.4wymiar.pl


poprzedniapoprzednia 1 2 3 z 3
oceń
0
0
Podziel się
 

Zobacz także

W innych serwisach

Wiadomości

Horoskop

Pytamy.pl


Opinie (0)

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Sonda

Czy jesteś za legalizacją eutanazji?

głosuj

łączna liczba głosów: 1897

zobacz wyniki »

zobacz wszystkie sondy »

magazyny

dzienniki

internet

Internet

Internet

Usługi

Wyszukiwanie wiadomości z konkretnego dnia

Poprzedni miesiąc Następny miesiąc Maj 2012
pn wt śr cz pt sb nd
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3