Wyobraź sobie taka scenę – kupujesz drogi preparat na cellulit, zakładasz grube rajstopy i dopiero wtedy pieczołowicie wmasowujesz go w uda i pośladki. Zabawne, nieprawda? Tymczasem podobnie postępujesz, stosując kosmetyki na skórę nieoczyszczoną pilingiem.
Ciągle nie doceniamy roli pilingów w pielęgnacji twarzy i ciała. Większość z nas nie traktuje ich poważnie lub tłumaczy, że ma cerę naczyniową, zbyt wrażliwą i obawia się podrażnień. Prawda jest jednak taka, że pilingi powinien stosować systematycznie każdy, bez względu na wiek, płeć czy rodzaj cery. Wyjątek stanowią osoby ze zdiagnozowanymi problemami dermatologicznymi.
Piling to zabieg wszystkich pór roku – wiosną rewitalizuje i pobudza uśpioną zimą i niedotlenioną skórę. Latem przygotowuje do opalania usuwając nierówności, a po opalaniu likwiduje nadmiar rogowaciejącego pod wpływem słońca naskórka. Jesienią wyrównuje koloryt walcząc z przebarwieniami, których nabawiliśmy się podczas kąpieli słonecznych, a zimą przyjemnie rozgrzewa i pobudza krążenie. Dlatego regularnie ścieraj, zdzieraj, złuszczaj, trzyj!
Niezbędny kosmetyk
Piling (z angielskiego peel – złuszczanie) nie jest wynalazkiem naszych czasów. Już w starożytności podczas kąpieli nacierano skórę solą wymieszaną z miodem lub wonnymi olejami z drobinkami roślin, by pozbyć się martwego naskórka. Lecz ponownie został doceniony dopiero w latach dziewięćdziesiątych XX wieku – teraz już wiemy, że jest podstawowym oraz niezastąpionym zabiegiem kosmetycznym zarówno w profesjonalnych gabinetach, jak i w domowej pielęgnacji. Pilingi, które możesz wykonać sama, w domowym zaciszu, są całkowicie bezpieczne. Wykonujesz je po to, aby usunąć zalegające na powierzchni skóry martwe łuski zrogowaciałego naskórka, które nie pozwalają oddychać skórze i utrudniają przenikanie kosmetyków w głąb. Nasza skóra pełni funkcje ochronną przed czynnikami zewnętrznymi: chemicznymi, fizycznymi, mechanicznymi itp. W praktyce oznacza to, że broni się zarówno przed przenikaniem do wewnątrz drobnoustrojów chorobotwórczych i szkodliwych substancji chemicznych, ale także czynników aktywnych
z kosmetyków, które na nią nakładasz. Tak więc kosmetyk, pomimo swoich niebywałych właściwości, o których słyszysz w reklamach, ma trudną drogę do pokonania. Zrób więc rachunek sumienia i odpowiedz sobie na pytania: Kiedy ostatnio robiłam piling twarzy? Stóp? Dłoni? Całego ciała? I dlaczego wciąż nakładam kosmetyki na „rajstopy”?
Starcie z czasem
Piling najlepiej robić po wstępnym oczyszczeniu skóry preparatem do demakijażu – mleczkiem, płynem micelarnym (preparat wygląda jak zwykła woda, a zastępuje mleczko, wodę i tonik). Jeśli masz cerę mieszaną lub tłustą i nie więcej niż trzydzieści pięć lat, możesz robić piling raz w tygodniu. Jeśli jesteś starsza albo masz cerę suchą, naczyniową lub wrażliwą, wykonuj piling raz na dwa – trzy tygodnie. Pamiętaj, aby systematycznie złuszczać martwy naskórek nie tylko z twarzy, lecz także z całego ciała. Jednak piling nie tylko dokładnie oczyszcza i wygładza powierzchnię skóry, lecz również dopinguje ją do szybszej odnowy i regeneracji. Złuszczana skóra natychmiast daje sygnał do głębszych warstw, aby te zaczęły produkować nowe komórki. Poza tym systematycznie stosowany piling rozjaśnia piegi i przebarwienia, usuwa drobne zmarszczki, ślady po trądziku oraz zmniejsza widoczność rozstępów. Masaż wykonywany podczas pilingu pobudza mikrokrążenie, dzięki czemu skóra staje się lepiej odżywiona, dotleniona oraz szybciej pozbywa się zbędnych produktów przemiany materii. Systematycznie stosowane pilingi sprawiają, że skóra staje się młodsza, jędrniejsza, nabiera świeżości i blasku.