Z abp. dr. Stanisławem Nowakiem - metropolitą częstochowskim - rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś
KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: – 25 listopada br. mija 25 lat od dnia, w którym przyjął Ksiądz Arcybiskup sakrę biskupią w katedrze częstochowskiej. Przybył Ekscelencja z Krakowa, gdzie był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego. Prosimy o podzielenie się przeżyciami związanymi z przyjęciem nominacji biskupiej.
ABP STANISŁAW NOWAK: – Zostałem ogłoszony biskupem częstochowskim 27 października 1984 r. Pierwotnie przymierzano mnie do Krakowa, ale ostatecznie zostałem biskupem częstochowskim. Wcześniej mówiono o innej dacie tego ogłoszenia – 20 października – dacie bardzo drogiej rektorowi Seminarium, bo w liturgii wspominamy wtedy św. Jana z Kęt i zwykle w tym dniu mieliśmy inaugurację roku akademickiego, a i moja rodzinna parafia też czci św. Jana z Kęt jako drugiego swojego patrona. Na moją nominację nie było jednak jeszcze zgody władz państwowych i datę tę przesunięto. Ponieważ i w tydzień później nie było odpowiedzi ze strony władz, Ksiądz Prymas, a przede wszystkim Stolica Apostolska 27 października ogłosiła, że zostaję mianowany ordynariuszem diecezji częstochowskiej.
Warto wiedzieć, dlaczego nie było szybkiej reakcji władz. Otóż 19 października tego roku zginął męczeńską śmiercią ks. Jerzy Popiełuszko i w IV Departamencie panowało wielkie zamieszanie. Abp Bronisław Dąbrowski mówił mi później, że moje dane i decyzja o nominacji leżały na biurku gen. Płatka. Zostałem więc biskupem ogłoszonym tylko przez Stolicę Apostolską i Sekretariat Prymasa Polski, w atmosferze śmierci ks. Popiełuszki.
Pamiętam też, jak niedługo po nominacji poszedłem na cmentarz Rakowicki pomodlić się na mogile rodziców Jana Pawła II i ujrzałem tysiące świateł palonych ku czci ks. Popiełuszki, bo znaleziono już jego ciało i wyszło na jaw, że został okrutnie zamordowany.
– Był Ksiądz Arcybiskup zatem ogłoszony jakby niezależnie...
– Tak, bardzo się z tego ucieszyłem. Odtąd Stolica Apostolska postanowiła nie czekać na pozwolenie rządu, tylko ogłaszać tego typu nominacje, a rząd potwierdzał, że przyjmuje do
wiadomości. W moim przypadku było milczenie.
– Czy czuł się Ksiądz Arcybiskup przygotowany do tej ważnej funkcji?
– Na pewno jest to coś takiego, co absolutnie człowieka przerasta. Już bycie kapłanem to za dużo dla człowieka, a co dopiero kierowanie diecezją. Na pewno było to dla mnie jakimś zaskoczeniem, może nawet trochę przerażeniem. Ale od dziecka, zwłaszcza od pobytu w seminarium, byłem przekonywany, że jak Bóg chce, to da i siły, tylko trzeba pełnić Jego wolę. A sam Ksiądz Prymas powiedział, iż taki jest zwyczaj, że Ojcu Świętemu się nie odmawia, że wszyscy się lękamy, ale Bogu ufamy, i choćby to było nawet trudne, choćby człowiek czuł się niegodny – trzeba taką propozycję przyjąć i służyć. W tym duchu jako wychowawca ja sam często nauczałem, nie mogłem więc „wierzgać”. Pomyślałem, że Ojciec Święty musi bardzo mi ufać, skoro posyła mnie do tak pięknej i świętej maryjnej diecezji.
– Ksiądz Arcybiskup nie zna tego szczegółu, ale bp Bronisław Dąbrowski dał piękne świadectwo o Ekscelencji, mówiąc, że Częstochowa będzie mieć biskupa maryjnego. Ojcowie paulini też bardzo się cieszyli, że Częstochowa będzie mieć biskupa zauroczonego Matką Bożą. Ksiądz Arcybiskup pewnie także wyjątkowo poczuł palec Matki Bożej...
– Na pewno tak. Wiadomo, że w Częstochowie, z racji Cudownego Obrazu naszej Pani – Matki Bożej, trzeba Jej więcej służyć. Każdy biskup katolicki jest maryjny. Nie uważałem, że jestem jakoś nadzwyczajnie maryjny, ale na pewno miałem trochę więcej maryjnego przygotowania. Ojciec Święty o tym wiedział, bo byłem kalwariańczykiem i nieraz spotykaliśmy się w Kalwarii na odpustach. Wiedział, że lubię się modlić do Matki Bożej i do Męki Pańskiej – do Pana Jezusa cierpiącego.