Gdyby ten mebel potrafił mówić, mógłby zdradzić niejedną noblowską tajemnicę. To właśnie siedząc na tej kanapie, Czesław Miłosz raczył się zmrożoną wódką, Wisława Szymborska rozpakowywała upiorne prezenty, a Seamus Heaney wznosił toasty na cześć przyjaciół.
Ma intensywny niebieski kolor. Zakończona jest ciemnymi oparciami w kształcie ślimaków. Nie tylko świetnie wygląda, ma też solidne śląskie korzenie. Jerzy Illg, szef wydawnictwa Znak, odziedziczył ją po rodzicach żony i ustawił w salonie swojego krakowskiego mieszkania. Odtąd stała się najbardziej pożądanym przez gości Illgów meblem. Podobno kto na niej usiądzie, ma dużą szansę na Nagrodę Nobla. – Przed laty Wisława Szymborska, siedząc na niej, pogrążyła się w rozmowie z irlandzkim poetą Seamusem Heaneyem. Za rok on został laureatem najważniejszej nagrody literackiej, za dwa lata ona – opowiada Jerzy Illg.
Szczęście jest dostępne
Swoją wyjątkowość kanapa zawdzięcza Czesławowi Miłoszowi, który często na niej przysiadywał, czytając najnowsze wiersze, rozmawiając o poważnych sprawach i racząc się zmrożoną wódką. – Czesław uwielbiał ten alkohol. Kiedyś wypowiedział przy stole uniwersalną frazę: „Szczęście jest dostępne”. Myśleliśmy, że to początek jakiejś głębokiej myśli. Ale wszyscy ryknęli śmiechem, kiedy zorientowali się, że taką refleksję wyzwolił w nim widok śledzia w śmietanie i zroszonego mrozem kieliszka czystej – opowiada Illg.
Kiedyś Szymborska zaprosiła do siebie przyjaciół. Domyślając się, że pewnie nie zadowoli przyszłego noblisty tradycyjnie podawaną w jej domu „kornelówką”, czyli nalewką na cytrynach, wpadła na pomysł zmieszania wódki ze spirytusem. Zamrożoną miksturę piło się całkiem dobrze. Tym bardziej że całe towarzystwo pochłonięte było zabawą w wymyśloną przez noblistkę loteryjkę. A można było wygrać na przykład „alabastrowe naczynie nocne z przemyślnie wmontowanym w dno lustereczkiem i szklanym okiem”. Zgubna moc trunku dopadła Miłosza dopiero w samochodzie, którym odwoził go wydawca. Pisarz obudził się na ul. Bogusławskiego, pożegnał przed domem i dziarsko pomaszerował do kamienicy… po drugiej stronie ulicy.
– Czasami zastanawialiśmy się z przyjaciółmi, jak to jest z tym piciem Miłosza. Ale ono nie miało nic wspólnego z nałogiem. Po prostu geny żmudzkiego niedźwiedzia pozwalały mu wypić nieprawdopodobne ilości trunku. Ale robił to tylko dla przyjemności, wódka nie była mu absolutnie potrzebna do pisania i nigdy nie używał jej jako twórczej podniety – zastrzega Illg.
Miłosz lubił bywać na słynnych kolacjach u Wisławy, choć nie zawsze wystarczały mu płoche żarciki, które na nich królowały. Domagał się „rozmów istotnych”, rozstrzygania problemów fundamentalnych – co w tym rozdokazywanym towarzystwie nie mogło się udać. Dlatego też poetka w „Rymowankach dla dużych dzieci” zamieściła taki portret przyjaciela: „Tu Czesław Miłosz – chmurna twarz. / Klęknij i odmów »Ojcze nasz«”.
Wino, recytacja i kobiety
Dwaj zaprzyjaźnieni z wydawcą zagraniczni nobliści też nie wylewali za kołnierz.
– Podczas wizyty Seamusa Heaneya w Krakowie wybraliśmy się na uroczystą kolację. W drzwiach kelner witał wszystkich szampanem, później było dużo czerwonego wina. Seamus wpadł na pomysł, byśmy kontynuowali wieczór w którymś z krakowskich pubów. Wylądowaliśmy „Pod papugami”, gdzie noblista postawił wszystkim kolejkę whisky. Później stwierdził,
że warto popróbować polskiego piwa. I kiedy my „schodziliśmy z tego świata”, ledwo trzymając się już na nogach, on dopiero pomalutku się rozgrzewał – śmieje się Illg.