fot. Marek Szybka / newspix.pl
To miał być zwykły spacer, spokojna, miła przechadzka po parku. Ale stało się coś przerażającego. Pani Irena Woźniak (70 l.) z Łodzi i jej pies Karol (6 l.) zostali zaatakowani przez biegającego samopas wilczura. Krwiożercze bydlę rzuciło się Karolowi do gardła. Pokąsało też jego panią, która próbowała ratować swego pupila z kłów bestii!
Pani Irena mieszka w centrum Łodzi, gdzie trawników jest niewiele i dlatego Karola zabiera do parku im. Poniatowskiego. Tak było też tego popołudnia. Zawołała Karola, założyła mu kaganiec i obrożę, przypięła smycz i ruszyli na spacer. Po wejściu do parku wzrok pani Ireny przykuł biegający wilczur.
– Zwróciłam uwagę jego właścicielce, by wzięła psa na smycz. Usłyszałam, że jestem stara i głupia, a pies jest spokojny i tylko bawi się piłeczką – mówi roztrzęsiona pani Irena.
Wiedziała, że Karol nie lubi dużych psów, a widząc, że uwagi skierowane do właścicielki wilczura nie pomagają, chciała odejść. Karol warknął wtedy, a wilczur w jednej chwili rzucił mu się do gardła. Kąsał jak oszalały, polała się krew. Karol jest średnim mieszańcem z domieszką amstafa, więc siły ma sporo. Może gdyby był bez kagańca, dałby sobie radę z wilczurem. Ale teraz nie miał szans. – Próbowałam go bronić, a wtedy ta bestia ugryzła mnie w rękę – wspomina chwile grozy pani Irena.
Właścicielka odciągnęła w końcu ujadającą bestię. Ale mimo iż widziała, że pani Irena krwawi, powiedziała tylko, że jej pies jest szczepiony.
– Nie miała jednak przy sobie żadnych dokumentów. Nawet nie zaoferowała ani nie wezwała pomocy. W jednej chwili zniknęła ze swym krwiożerczym wilczurem. Zostałam sama, pogryziona, z przerażonym i poranionym Karolkiem – mówi pani Irena.
Pies trafił do weterynarza, który pozszywał mu rany. Wizyta kosztowała 162 zł.
– Musiałam jeździć po szpitalach i brać zastrzyki przeciw wściekliźnie i przeciwtężcowe. Wszystko przez to, że ten pies nie był na smyczy – skarży się pani Irena. – W parku powinna być straż miejska, która zmuszałaby właścicieli do respektowania przepisów. Często niestety jej nie ma, a nawet jak jest, to rzadko zwraca na to uwagę. To niedopuszczalne – dodaje stanowczo ofiara krwiożerczej bestii. Syn pani Ireny zgłosił sprawę policji. Poszukiwania wilczura i jego właścicielki trwają.
Polecamy wydanie internetowe Fakt.pl:
Nachlał się i przejechał studenta!