Victor

Nie mijaj ich…

  A A A

fot. Bogna Bizoń

Uwaga! To jest tekst tylko dla prawdziwych ludzi. Jeżeli po przeczytaniu go nic nie poczujesz, to współczuję – widać nigdy nie byłeś człowiekiem.

Spójrz im w oczy, miej odwagę. Co widzisz? Smutek. Cierpliwość. Cień dawnego zaufania. Nadzieję, że ktoś odmieni los…

Bułka na mrozie…

Ma w sobie coś z husky. Może te jasne oczy, może kolor futra i czujnie postawione uszy. Ładny psiak, młody, chyba nawet roku nie ma. Tylko że husky lepiej do mrozu przystosowane, a on nie. Trzęsie się, na przemian podnosi nogi, bo poduszki łap aż palą, tak zimno. Stoi już tak ponad godzinę. Wczoraj o tej porze szła tu taka gruba, pachnąca chlebem kobieta. Dała bułkę, zagadała. Bułka zniknęła w brzuchu w sekundę. Może dziś też będzie szła. Może coś da? Jak nie, to znowu trzeba będzie przeszukać śmietniki. Już nie pamięta, kiedy zasnął z pełnym brzuchem. Od kiedy stracił dom, cały dzień zajmuje mu szukanie czegoś, co można by zjeść. I szukanie kogoś, kogo można by się nie bać, tylko zasnąć przy nim. W cieple. Z pełnym brzuchem…

Na poboczu…

Niektórych może ten widok bawić. Powiedzą: o, koń mechaniczny. Bo stoi tu każdego dnia przez wiele godzin, tuż przy szosie, przywiązany do wraka ciężarówki. Jego właściciel uparł się, że chce mieć konia – miała na nim jeździć jego córka. Ale córki jeździectwo wcale nie pociągało, do miasta wyjechała. A właściciela pociągał… kieliszek. A raczej cała butelka. Mimo to z koniem rozstać się nie chce, chociaż sąsiad już kilka razy mu proponował, że weźmie tę chudzinę, będzie trzymał ze swoimi. Cztery mają co jeść, to i piąty się wykarmi. Bo przecież z niego to już wiele nie będzie. Może z czasem, jakby wydobrzał, to by wózek lekki pociągnął, wierzchowcem nie będzie, pęciny całkiem zniszczone, schorowany jest. Od tego słońca, braku wody. I tak dziwne, że tak dobrze się trzyma. Jakby w letargu jakimś był. Właściciel nie ma dla niego wybiegu (ostatni kawałek ziemi sprzedał pół roku temu i… przepił), więc każdego dnia przywiązuje go do grata ciężarówki i ma czyste sumienie, że koń ma świeże powietrze. Kilka metrów w prawo, kilka w lewo. Tylko trzeba uważać, żeby się w sznurek nie zaplątać, bo nie miałby kto pomóc…

Razem łatwiej…

Nie ma w nich niczego szczególnego. Duży, kudłaty, rudy pies i czarno-biały kociak z ogromnymi oczami. Kiedy są osobno, raczej nie zwróciłbyś na nich uwagi. Ale kiedy są razem, wzroku nie można oderwać, widać, że łączy ich coś niezwykłego. Kotu wolno wszystko. Wolno mu wchodzić do psiej miski (tak naprawdę to jest to ich wspólna miska), wolno mu znienacka napadać na śpiącego psa, wolno wieszać się na psich kołtunach i zaciekle walczyć z wymyślonym wrogiem. Nie wolno mu tylko znikać na tak długo – tego pies nie lubi. Denerwuje się, kiedy kota nie ma przez kilka godzin. Bo nie wie, czy nie stała mu się krzywda. Samochody jeżdżą, dzieciaki wracające ze szkoły mogą czymś rzucić, ot, tak dla zabawy. Albo inny pies pogoni. Niechby już siedział tu, na podwórku, tu też można polować na ptaki, ganiać za muchą i wygrzewać się na słońcu. Ale kocia natura jest stworzona do włóczęgi, więc co kilka dni pies zdenerwowany wygląda przez ogrodzenie, niucha zapachy, nasłuchuje. Bo małego znowu gdzieś poniosło. Od samego początku pies ma z nim kłopoty. Od… bardzo niezwykłego początku. Kot jest jedynym, który ocalał z wczesnowiosennego miotu. Resztę kociąt gospodarz utopił – tak się tu na wsi robi, bo nikt nie chce, żeby kotów było za dużo. A ten mały jakoś mu nie wpadł w ręce, gdzieś popełznął w kąt, ślepy jeszcze, a już włóczęga. I tam go znalazł pies. I kompletnie nie wiedział, co z nim zrobić. Obwąchiwał, sapał, wzdychał, zdezorientowany patrzył, jak maluch wtula się w jego futro, jak szuka mleka matki. Wziął toto w zęby najdelikatniej jak umiał i… zaniósł do budy. I miał szczęście (a raczej to kot je miał), że tę niezwykłą scenę widziała gospodyni. I pomyślała, że skoro nawet pies się nad kotem ulitował, to i ona nie może być gorsza. I w tajemnicy przed mężem zaczęła dokarmiać kociaka mlekiem, całą resztę matczynej roboty zostawiając psu (pilnowanie, wylizywanie, ogrzewanie). I tak duży rudy pies stał się mamą małego łaciatego kota…
1 2 z 2 następnanast?pna
oceń
3
1
Podziel się
 

Zobacz także

Wiadomości

W innych serwisach

Pytamy.pl

Tanio.pl

Studio


Opinie (0)

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Sonda

Czy Twoim zdaniem Krzysztof Rutkowski powinien dostac nagrodę za pomoc w odnalezieniu Magdy?

głosuj

łączna liczba głosów: 12793

zobacz wyniki »

zobacz wszystkie sondy »

magazyny

dzienniki

internet

Internet

Internet

Usługi

Wyszukiwanie wiadomości z konkretnego dnia

Poprzedni miesiąc Następny miesiąc Luty 2012
pn wt śr cz pt sb nd
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 1 2 3 4

Polecane: Pogoda | Wyznaczanie trasy | BMI | Tarot | Program tv | Plotki | Moje IP | Wiadomości | Sport | Top News
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska