fot. Andrzej Chmielewski / newspix.pl
Przez dwa koszmarne dni Mariola Sekuła (44 l.) błąkała się po lasach wokół Torzymia (woj. lubuskie). Przy trzaskającym mrozie zasnęła w leśnej szopie, którą cudem odkryła wśród leśnych ostępów. Kiedy już wydawało się jej, że to ostatnia noc jej życia, nagle na policzku poczuła ciepły oddech. To owczarek Trio (5 l.) przywiódł do niej ratowników.
Pani Mariola jest pielęgniarką w szpitalu. Zawsze ratowała życie ludziom i nigdy nie przypuszczała, że swoje zawdzięczać będzie policyjnemu psiakowi.
Jak zawsze po nocnej zmianie wyszła na spacer do pobliskiego lasu. I wówczas stało się coś strasznego. – Poślizgnęłam się na topniejącym śniegu i upadłam uderzając głową o kamień – mówi pani Mariola.
W efekcie straciła pamięć. Choć od domu dzieliło ją zaledwie kilkaset metrów, poszła w kierunku ściany lasu. Tutaj, brnąc przez śnieżne zaspy, obeszła jezioro. Szczęście, że przed zapadnięciem zmroku, w ostatnich promykach słońca zobaczyła drewnianą szopę. – Tam się schronię i prześpię noc – postanowiła.
Tymczasem w Torzymiu zaginionej szukało kilkudziesięciu ratowników i mieszkańców. W końcu zapadła decyzja, aby sprowadzić na miejsce wyszkolonego w poszukiwaniu zaginionych ludzi psa.
I tak do akcji wkroczył owczarek Trio (5 l.) razem ze swoim opiekunem sierżantem sztabowym Henrykiem Skrzypaczem (44 l.). Dzielny pies natychmiast podjął trop i ruszył wśród śnieżnych zasp nad pobliskie jezioro, później w głąb lasu, aby w końcu trafić do drewnianej szopy, gdzie spała skrajnie wycieńczona pani Mariola. Powoli, przez kolejne dni kobieta odzyskiwała pamięć, w czym pomagała jej rodzina, a przede wszystkim najmłodszy syn Mateusz (14.).
– Ale nikt u nas nie ma złudzeń, że gdyby nie ten super pies to dziś nie byłoby mnie wśród żywych – mówi ocalona pielęgniarka.
Polecamy w wydaniu internetowym eFakt.pl:
Będzie ulica Justyny Kowalczyk