fot. Dariusz Gacek / Fakt
Adama Berdychowskiego (+25 l.) i Joannę (+19 l.) z Włostowa (woj. świętokrzyskie) kiedyś łączyła wielka miłość. Na wieki złączyła ich jednak śmierć. Zginęli w garażu, zatruci spalinami.
Janina Berdychowska (60 l.) mieszkała samotnie z synem Adamem.
Kochała go ponad wszystko i wierzyła, że będzie dla niej oparciem na stare lata. – Zawsze mi pomagał, bardzo dbał o mnie. Nie wiem, jak ja teraz będę bez niego żyła – mówi zrozpaczona matka.
Gdy z nią rozmawiamy, smutnym wzrokiem rozgląda się po domu, w którym każdy przedmiot przypomina jej ukochanego syna.
– Adam i Joasia byli kiedyś parą. Wpadli sobie w oko i chodzili ze sobą około roku. To była wielka miłość, ale pewnego dnia Adam przyszedł do domu i powiedział mi, że rozstali się w przyjaźni. Widziałam jednak, że mimo rozstania często do siebie dzwonili i esemesowali – wspomina pani Janina.
Co się dokładnie wydarzyło tego popołudnia, nikt nie wie. Joanna przyszła do Adama. – Syn mi powiedział, że wychodzi do kolegi. Gdy długo nie wracał, zadzwoniłam do niego, ale telefon milczał. A on zawsze odbierał... – dodaje matka chłopaka.
Zaczęła go więc szukać. Wyszła przed dom i usłyszała w garażu pracujący silnik samochodu syna. Otworzyła drzwi. Adam leżał koło bramy, a Joanna z drugiej strony volkswagena. Oboje byli martwi.
Policja wszczęła śledztwo, ale nic nie wskazuje na to, aby było to samobójstwo. – To wygląda na nieszczęśliwy wypadek – potwierdza Zbigniew Pedrycz ze świętokrzyskiej policji. – Niestety, ten młody człowiek postąpił nieostrożnie i oboje zatruli się samochodowymi spalinami – tłumaczy.
Było zimno, więc młodzi prawdopodobnie uruchomili silnik samochodu, by się ogrzać.
– Pan Bóg mnie ciężko doświadczył – mówi ze smutkiem pani Janina. Patrzy przez okno, ale już nie płacze. Bo wypłakała wszystkie łzy.
Polecamy w wydaniu internetowym eFakt.pl:
Wojna 30-letnia