fot. Damian Burzykowski / newspix.pl
Warszawska policja przez kilka dni szukała zaginionego listonosza. W sobotę wieczorem w lesie w Uwielinach pod Piasecznem (woj. mazowieckie) znaleziono zwłoki. Z nieoficjalnych informacji wynika, że to właśnie ciało zaginionego Jerzego K. Śledczy mają już podejrzanych o uprowadzenie 34-letniego mężczyzny. Czy to był zwykły napad czy rozliczenia za narkotyki?
Listonosz już od kilku lat zajmował się roznoszeniem przesyłek pocztowych. Ostatni raz widziano go w poniedziałek 15 lutego około godziny 14, w okolicach ulic Gotarda i Jadźwingów. Miał przy sobie prawie 30 tysięcy złotych. Czy to przez te pieniądze stracił życie?
– Już kiedyś żalił się, że często chodzi za nim jakiś młody mężczyzna – opowiada jedna z osób, które listonosz regularnie odwiedzał. – Kilka dni później ktoś próbował go okraść – dodaje po chwili kobieta.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że sprawa już wtedy trafiła na policję. Co więcej, listonosz miał nawet zidentyfikować sprawców nieudanej napaści. Wkrótce potem zaginął bez śladu. Co tak naprawdę się stało?
Policja zakładała dwa powody zniknięcia listonosza: albo mężczyzna uciekł z pieniędzmi, albo został napadnięty i porwany. Mundurowi zatrzymali kilku podejrzanych. Niewykluczone, że wśród nich są ci sami ludzie, którzy wcześniej napadli na Jerzego K.
Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie listonosz mógł być zamieszany w handel narkotykami. Ponoć Jerzy K. znał zatrzymanych, kupował od nich narkotyki. Według jednej z wersji umówili się na transakcję i wtedy Jerzy K. został uduszony, a mordercy zabrali mu pieniądze.
– Bierzemy pod uwagę różne scenariusze – mówi Mariusz Mrozek z Komendy Stołecznej. – Obecnie wciąż badamy czy zatrzymane przez nas osoby mogą mieć związek z uprowadzeniem listonosza.
Na razie policja nie potwierdza też oficjalnie, czy to właśnie zwłoki Jerzego K. znaleziono zakopane w śniegu w lesie pod Piasecznem. Ponoć rozpoznała je jedna z policjantek.
Polecamy w wydaniu internetowym eFakt.pl:
Pogoniło nas po... stypie