Jak wynika ze statystyk, na przeciętnego obywatela naszego kraju przypada więcej niż jedna komórka! Nie dziwi więc fakt, że ich posiadaczami stają się także dzieci, w tym uczniowie szkół, włączając w to pierwszoklasistów, a nawet przedszkolaków.
Tak to, Drodzy Czytelnicy, wygląda. No, a tam gdzie telefon, to od razu problem. Tak się powyrabiało, że dostęp do telefonów mamy w zasadzie nieograniczony, promocja goni promocję… Dostęp, fakt, szeroki, jednak nikt po drodze nie nauczył nas z nich korzystać. Co prawda, instrukcje obsługi posiada każdy egzemplarz, ale nie ma tam nic o zasadach kultury użytkowania takiego aparacika.
Pisząc „kultura użytkowania”, mam na myśli zarówno dorosłych, jak i dzieci. Ilu z nas dorosłych prowadzi rozmowę w pociągu, nie wychodząc z przedziału lub przy stole nie wstając i nie przepraszając biesiadników?
To tylko pierwsze lepsze przykłady. O głośnym, bezceremonialnym narażaniu współpasażerów na naszą prywatność nie wspomnę. Nie ma się więc co dziwić, że obyczaje dorosłych przenikają do szkoły.
Dzieci nas dobrze obserwują.
Stąd częste szczere zdziwienie Kasi lub Marka, że Pani nie pozwala prowadzić rozmowy w czasie lekcji. Jednym z podstawowych zadań szkoły jest wspieranie wychowawczej roli rodziny. W obszarze, o którym mówimy, powinna więc także wykazywać swoją aktywność. Trzeba po prostu nauczyć kolejne pokolenia korzystania z tego cudu techniki! Ale nie na skróty!
Szkoła ma obowiązek określenia w statucie szkoły zasad korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych.
Podkreślam te dwa słowa: zasady korzystania, a nie wprowadzanie zakazu korzystania! Zakaz korzystania stoi w sprzeczności z zasadami korzystania! Nie ma zasad tam, gdzie jest absolutny zakaz! Tak więc wprowadzanie w statutach szkół absolutnych zakazów korzystania z telefonów komórkowych uważam za działanie sprzeczne z prawem, do tego niewychowawcze. To pójście na skróty, niedozwolone skróty. Odepchnięcie problemu. „Nie dopuszczajmy do niego na terenie szkoły, a on zniknie” – to takie magiczne myślenie dyrektorów wielu szkół...
Zajrzyjcie, Państwo, do statutów szkół – co też tam szkoła dla nas przygotowała? Jeśli jest wprowadzony całkowity zakaz korzystania z telefonów lub jeszcze gorzej – zakaz wnoszenia telefonów na teren szkoły, to zmieńcie to!
Telefony są od tego, aby z nich korzystać. Problem w tym, jak się z nich korzysta. Oczywiste jest, że zakaz korzystania z telefonów, a dokładniej rozmawiania przez nie w czasie lekcji jest dopuszczalny, a nawet konieczny, to nieużywanie ich do innych celów już jest dyskusyjne. O tym jeszcze porozmawiamy przy innej okazji. Niezrozumiałe jednak dla mnie jest rozszerzanie tego zakazu na czas przerw! Tutaj już nie widzę absolutnie żadnej konieczności i uprawnienia do takich regulacji. Wiele osób przywoła tu historie z rozmaitymi filmikami itd. OK. Ale co ma piernik do wiatraka? Obawy przed takimi rejestracjami nie uprawniają nas do wprowadzania profilaktycznych zakazów. Uderzmy się we własne piersi my, dorośli, ze dwa razy, nim zaczniemy ograniczać (podkreślę!) bezprawnie prawa dzieci do korzystania z dóbr techniki.
Podsumowując: całkowity zakaz korzystania z telefonów komórkowych w szkole uważam za sprzeczny z prawem. Podczas lekcji – zgoda. Na przerwach nie widzę powodów, aby zakaz taki wprowadzać. A już „przejęcie” telefonu przez nauczyciela to bardzo ryzykowana sprawa…
Pozdrawiam serdecznie!
Maciek Osuch