– Najzajadlejsi krytycy BOS nazywają je Biurem Rozbiórki Stolicy. Szczególne emocje wywołuje los nieodbudowanej w dawnym kształcie ulicy Marszałkowskiej.
– Losu Marszałkowskiej nie da się sprowadzić jedynie do tezy – spopularyzowanej zresztą przez powojenne władze – że to symbol burżuazyjnej Warszawy, dla którego nie może być miejsca w Warszawie socjalistycznej. Dziś spoglądamy z sentymentem na pocztówki, zdjęcia i filmy przedstawiające Marszałkowską. Kamienice przy tej ulicy pochodziły najczęściej z końca XIX w., w momencie zburzenia miały po kilkadziesiąt lat. Po wojnie powszechne było pojęcie, że wszystko, co wartościowe w architekturze, zostało wybudowane do połowy XIX w. Zgodnie z obowiązującą wtedy zasadą tylko obiekty sprzed 1880 r. uznawano za zabytki. Charakterystyczny dla przedwojennej Marszałkowskiej eklektyzm, neogotyk, secesję traktowano wówczas jako przejawy upadku architektury. Wiele kamienic przy tej ulicy miało wypalone drewniane stropy – zostały jedynie grożące zawaleniem się mury. Robotnicy zaczepiali hak na krawędzi górnej kondygnacji, pociągali za linę i niewielkim wysiłkiem zwalali całe ściany. Domy wymagały właściwie budowy całkowicie od nowa. I jeszcze coś – trudno dziś sobie wyobrazić, by jedna z głównych arterii komunikacyjnych stolicy miała przedwojenną szerokość.
Piękniej niż przed wojną
– Jak środowisko architektów zareagowało na tzw. dekret Bieruta o komunalizacji gruntów warszawskich?
– Zasadniczą trudnością w realizacji przedwojennych planów modernizacji Warszawy był istniejący stan prawny, prywatna własność gruntów i budynków. Stefan Starzyński zaczął je wykupywać z przeznaczeniem na inwestycje miejskie, lecz ten proces wymagał wielu lat i ogromnych pieniędzy. Dekret Bieruta miał zasadnicze znaczenie dla odbudowy Warszawy. Wszystkie grunty stały się własnością miejską, nie trzeba było zgody właściciela na przekazanie części działki pod nową arterię komunikacyjną, wyburzenie znajdujących się na jej terenie obiektów, budowę nowych. Jednak zapowiadanych dekretem Bieruta odszkodowań nie wypłacono. Ale dzięki komunalizacji gruntów była możliwa m.in. odbudowa Traktu Królewskiego i Starego Miasta według wspólnej i spójnej koncepcji architektonicznej i urbanistycznej. Wyrównywano proporcje i gabaryty – nie odbudowano np. w przedwojennym kształcie kamienicy Pod Messalką z eklektyczną fasadą, wystającą kilka kondygnacji ponad sąsiednie budynki Krakowskiego Przedmieścia. Dzięki temu ten fragment miasta jest znacznie piękniejszy niż przed wojną. Wraz z dekretem Bieruta upadło poczucie wartości gruntu. Architekci nie musieli się kierować – jak przed wojną – narzuconą przez prywatnego inwestora wolą maksymalnego wykorzystania każdego centymetra kwadratowego działki. Mogli, nie licząc się z wartością terenów, realizować w wielohektarowej skali wizje miast ogrodów, nasłonecznionych domów. To już było widać w pierwszych realizacjach osiedli – choćby na Muranowie, Młynowie i Mokotowie.
– Czy można wskazać jakąś główną koncepcję, która legła u podstaw powojennej odbudowy Warszawy?
– Studia na jej temat prowadzili w czasie okupacji m.in. prof. Tadeusz Tołwiński i Piotr Biegański. Ale całkowite zburzenie centralnych dzielnic Warszawy po powstaniu radykalnie zmieniło sytuację. Jeżeli chodzi o budownictwo mieszkaniowe, przyjęto koncepcję zrodzoną przed wojną, a dopracowaną w czasie okupacji w pracowniach architektów współpracujących ze spółdzielczością mieszkaniową: Heleny i Szymona Syrkusów oraz Barbary i Stanisława Brukalskich. Zgodnie z nią zabudowa mieszkaniowa o charakterze społecznym miała być realizowana jako budynki wielorodzinne w formie osiedli dla ok. 10 tys. mieszkańców, ze wspólną ogólnodostępną zielenią, placami zabaw dla dzieci, sklepami pierwszej potrzeby, żłobkiem, przedszkolem, szkołą podstawową, ośrodkami kultury, zdrowia i sportu. Tę wizję przed wojną zaczęła realizować Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa na Żoliborzu i Kole. Opierając się na podobnych założeniach, projektowaliśmy osiedla na Bielanach, choć niektóre z przewidzianych przez nas obiektów, głównie związanych ze sportem i kulturą, do dziś nie zostały zrealizowane. Natomiast dla mieszkań decyzją władz państwowych przyjęto jednolity dla całego kraju normatyw. Zgodnie z nim wszystkie mieszkania miały spełniać podstawowe warunki higieny, a wielkość i standard uzależnione były nie od możliwości finansowych lokatorów, lecz od wielkości rodziny – stąd słynne emki.
– Odbudowa stolicy wciąż budzi skrajne emocje.
– Podobne jak zagranicznych architektów odwiedzających w tamtych latach Warszawę. Wskazywali oni dwa zasadnicze elementy: bezprecedensową odbudowę zabytkowej części stolicy oraz warszawskie osiedla – zaplanowane bez ograniczenia kapitalistycznym podejściem do przestrzeni.