Z Markiem Przybyłowiczem, znawcą rynku hazardowego w Polsce, przyszłym świadkiem komisji hazardowej, rozmawia Leszek Misiak.
PiS chciało powołać pana na świadka komisji. Martwi to pana?
Absolutnie. Co więcej, mój własny wniosek o powołanie mnie na świadka złożyłem 2 lutego 2010 r. na ręce przewodniczącego Komisji, Mirosława Sekuły. Wspomniałem w nim, że posiadam wiedzę o rynku hazardu w Polsce od 1995 r., a według mnie niektórzy z głównych świadków złożyli przed komisją fałszywe zeznania. Zajmuję się wszelkimi nieprawidłowościami wokół wyścigów konnych, Spółki Totalizatora Sportowego oraz rynku hazardu w Polsce od 15 lat, tj. od czasu, gdy przestałem działać w Polskim Związku Tenisa Stołowego. W 1995 r. stałem się dzierżawcą konia wyścigowego na warszawskim Służewcu. Z czasem zostałem kierownikiem stajni wyścigowej. Następnie założyliśmy Stowarzyszenie Właścicieli i Dzierżawców Koni Wyścigowych, którego zostałem pierwszym prezesem. Pewnego dnia dyrektor Oddziału Warszawskiego Agencji Własności Skarbu Państwa, Mirosław Helta, zaproponował mi funkcję prezesa Zarządu Spółki Służewiec – Tory Wyścigów Konnych w Warszawie. Spółka była w końcowej fazie tzw. rekonstrukcji kapitałowej… Po latach okazało się, że chodziło o zahamowanie procesu prywatyzacji Spółki Służewiec – Tory Wyścigów Konnych, której największą wartością była dzierżawa liczącego 138 ha Zespołu Torów Wyścigów Konnych na Służewcu. W ciągu 10 lat udało mi się, dzięki pomocy wielu ludzi dobrej woli, powstrzymać cztery próby prywatyzacji Służewca. Do najbardziej „oddanych” entuzjastów prywatyzacji należeli ówczesny minister rolnictwa Artur Balazs oraz od lat „kontrolujący” wydarzenia wokół Służewca Andrzej Urbański, były prezes Telewizji Polskiej. Potem podjąłem pracę w Spółce Totalizator Sportowy za czasów p.o. prezesa Waldemara Milewicza i prezesa Jacka Kalidę. Kulisy działania Spółki Totalizator Sportowy poznawałem za rządów kolejnych prezesów: Sławomira Sykuckiego, Władysława Jamrożego, Wacława Bilnickiego, Mirosława Rogulskiego, Jacka Kalidy oraz obecnie Sławomira Dudzińskiego. Odszedłem z Totalizatora, bo po ujawnieniu nieprawidłowości prezes Jacek Kalida nie widział dalszej „możliwości współpracy” ze mną…
Ujawnił pan wtedy aferę w Totalizatorze Sportowym. Co to była za afera?
Typowe działania obserwowane w wielu spółkach Skarbu Państwa: niezgodne z interesem spółki wydatki na reklamę i marketing, szkolenie pracowników przez zewnętrzne podmioty gospodarcze, wydawanie ogromnych kwot na usługi prawne, nieprawidłowości przy przetargach, m.in. na ochronę. Ale prawdziwe „konfitury” do skosztowania są raz na 10 lat, czyli wtedy, gdy organizowany jest przetarg na obsługę systemu on-line Totalizatora.
Który ze świadków, według pana, złożył nieprawdziwe zeznania?
O szczegółach nie chciałbym mówić, bowiem toczą się w sprawie wydarzeń wokół nowelizacji ustawy o grach losowych i zakładach wzajemnych postępowania pod nadzorem prokuratury. Mogę jednak stwierdzić, iż moją reakcją na pismo z 30 czerwca 2009 r. ministra sportu i turystyki Mirosława Drzewieckiego do podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów Jacka Kapicy było pismo z dnia 10 lipca do dyrektor generalnej w Ministerstwie Sportu i przewodniczącej Rady Nadzorczej Totalizatora Sportowego Moniki Rolnik oraz wystąpienie do premiera RP Donalda Tuska z 14 lipca 2009 r. zawierające 133-stronicową dokumentację dotyczącą nieprawidłowości w Spółce Totalizator Sportowy oraz braku stosownej reakcji ministra skarbu państwa Aleksandra Grada i Pełnomocnika Rządu ds. Opracowania Programu Przeciwdziałania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych Julii Pitery. Po kilku dniach kopia wystąpienia do premiera znalazła się również na biurku Moniki Rolnik… Niestety, na żadne z tych wystąpień nazywanych przez Marcina Rosoła „donosami” nie otrzymałem odpowiedzi.
To dlatego Marcin Rosół nazwał pana KGB-CBA?
Wraz z moim prawnikiem podjęliśmy decyzję o wystąpieniu na drogę sądową przeciwko Marcinowi Rosołowi. Czekam na stenogram jego przesłuchania przed Komisją śledczą. Warto przytoczyć treść pisma, jakie otrzymałem 16 października 2009 r. w imieniu szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego (DKN-574-57 (3)/09): „W nawiązaniu do spotkania, które odbyło się 9 października 2009 r. w siedzibie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i przekazanych przez Pana informacji dotyczących potencjalnych nieprawidłowości w toku prywatyzacji Torów Wyścigów Konnych na Służewcu i Totalizatora Sportowego Sp. z o.o. w obszarze funkcjonowania rynku gier i zakładów wzajemnych w Polsce uprzejmie informuję, iż całość dokumentacji w tej sprawie została przekazana Prokuratorowi Krajowemu […]”. To niejedyny skutek gromadzenia przeze mnie stosownej dokumentacji. Obecnie przed Sądem Okręgowym toczy się postępowanie będące wynikiem 4,5-letniego śledztwa prowadzonego przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod nadzorem Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga. Na ławie oskarżonych znaleźli się: były minister skarbu państwa, wyżsi urzędnicy Ministerstwa Skarbu Państwa oraz członkowie organów spółek: Totalizator Sportowy oraz Służewiec – Tory Wyścigów Konnych w Warszawie.