Wszystko się we mnie buntuje i krzyczy, że łamane są standardy i niszczy się TVP – wielkie dobro publiczne, polską kulturę i wolność słowa. W tej magmie trudno znaleźć sojusznika. Są tylko ugrupowania, które mają większy lub mniejszy interes w tym, by taka sytuacja trwała – z Janiną Jankowską, dziennikarką, przewodniczącą Rady Programowej TVP, rozmawia Rafał Kotomski.
Po awanturze związanej z emisją filmu „Towarzysz Generał” TVP wydała komunikat, że nie ma żadnej cenzury, są za to przestrzegane wysokie standardy programów. Zgadza się pani z tym?
To, czym przede wszystkim zajmuje się Rada Programowa TVP, odkąd mam honor nią kierować, to ciągłe przypominanie o standardach. Nakłanianie kolejnych zarządów telewizji, by tych standardów przestrzegały. Niestety, z każdym rokiem sytuacja wygląda coraz gorzej.
Naprawdę jest aż tak źle?
Bardzo źle! Przede wszystkim nie docenia się pozycji, które powinny być najważniejsze dla mediów publicznych. Tak zwanych misyjnych. I nie są one wcale trudne do zdefiniowania. Chodzi o wszystkie programy, które mają wartość merytoryczną, służą społeczeństwu. Pierwszą ofiarą szukania oszczędności są programy edukacyjne, dla dzieci, dla niepełnosprawnych, mądra publicystyka, np. „Trzeci punkt widzenia” w TVP Kultura, który kosztuje zaledwie 13 tys. zł. Krótko mówiąc, zagrożone są podstawowe zadania, jakie spełniać powinna telewizja publiczna.
To nic nowego, że wielu ludzi telewizji słysząc o misji, zachowuje się jak diabeł, który usłyszał o święconej wodzie...
I na tym polega problem! Żaden zarząd TVP nie potrafi zrozumieć, że komercję można pokonać odmiennością oferty: rzetelną, bezstronną informacją, pogłębioną publicystyką, wnikliwym podejmowaniem tematów tabu, stworzeniem autentycznej debaty o sprawach trudnych, a nie prezentowaniem politycznych głów, które przenoszą się ze studia do studia. Mówiąc o ofercie, mam na myśli debaty otwarte na udział przedstawicieli społeczeństwa, to oni, a nie politycy i celebryci powinni być pierwszymi gośćmi anten, przed którymi politycy się tłumaczą. Musiałaby jednak zniknąć niewidzialna ręka interesów partyjnych. Wołam z całą mocą: wara partiom od TVP! Cechą oferty programowej powinny być jakość, pluralizm i bezstronność. Zdawałoby się, że to banały... Niestety, gdyby wdrażać je w życie, TVP byłaby naprawdę atrakcyjną stacją, miałaby wiarygodność.
Może ludzie wolą, żeby wiarygodność budować na takich programach jak „Śpiewaj i walcz”? Miał być wielki show, a wyszły żałosne popłuczyny po wcześniejszych produkcjach stacji komercyjnych.
Nie znam tego programu. Oglądałam w tym czasie Jacka Żakowskiego w TVP Info. Dyskusja o książce „Kapuściński. Non fiction” – mądra, merytoryczna. Przegląd tygodnia w jednostronnym zestawie komentatorów – czysta propaganda.
TVP Info to kilkaset tysięcy widzów, a Jedynka w tzw. prime time to parę milionów. Po co TVP wciąż nieudolnie ściga się ze stacjami komercyjnymi?
Od czterech lat mam do czynienia z tym zjawiskiem. Nieudolne ściąganie formatów komercyjnych prowadzi do samozagłady. Teraz, kiedy TVP rzeczywiście znalazła się w niesłychanie trudnej sytuacji ekonomicznej, zamiast likwidować rozbuchane pozaantenowe struktury z dyrektorskimi etatami, skreśla się najwartościowsze programy misyjne. Natomiast panuje głębokie przekonanie, że programami typu „Śpiewaj i walcz” zyska się fundusze. To jest po prostu kwadratura koła.
Dlaczego TVP nie emituje poświęconych historii PRL filmów Zalewskiego, Królikiewicza, Gawlikowskiego?
Właśnie jestem w trakcie wydobywania z trudem informacji, jakiego typu filmy są wstrzymane, jakie już zrealizowane nie ukazały się jeszcze na antenie, a jakie produkcje w ogóle nie zostaną wdrożone w życie. Przyznam, że zdobycie informacji na ten temat dla mnie, w końcu szefowej Rady Programowej, jest niesłychanie trudne, by nie rzec – niemożliwe. Mogę się tylko orientować, jeśli zwrócą się do nas sami autorzy. Tak było w przypadku Macieja Gawlikowskiego i filmu „Pod prąd” o KPN-ie. Oczywiście mogę się też dowiedzieć o podobnych sytuacjach z mediów albo od znajomych. Nie mogę natomiast uzyskać służbowo niezbędnych informacji w telewizji.
Jak to możliwe?
Od czterech lat próbuję rozeznać się w mechanizmach decyzyjnych TVP. Okazuje się, że to zadanie ponad siły.