Jarosław Kaczyński jest sceptyczny wobec działań marketingowych, zawsze mówi to, co myśli, a do tego jak udziela wywiadu, to odpowiada na pytania, co wśród wytresowanych polityków jest już rzadkością - mówi Faktowi rzecznik PiS Adam Bielan.
Ostatnio PiS ma kiepską passę - nie dość że spadły na was gromy za wywiad prezesa Kaczyńskiego dla Newsweeka, to jeszcze macie kłopoty przez medialną koalicję z SLD. Prawicowi publicyści obrazili się na was za wyrzucenie Anity Gargas z TVP. Co zrobicie z tym fantem?
- To nieprawda, że funkcjonuje koalicja partyjna i władze partii decydują o zatrudnieniu danego publicysty. Bardzo źle oceniam decyzję władz TVP o zwolnieniu Anity Gargas za emisję ważnego filmu. Wolałbym jednak, by tłumaczyli się z tego ci, którzy za to odpowiadają. Z drugiej strony, alternatywą dla współpracy, kojarzonych z PiS, członków KRRiT z SLD, byłoby oddanie TVP w ręce PO, która nie ukrywa, że chciałaby media publiczne, jeśli nie zlikwidować, to bardzo ograniczyć. A to byłoby złe dla wszystkich. Stąd ta egzotyczna współpraca. Absolutnie nie zgadzam się z opiniami, że może ona być wstępem do współpracy na szczeblu rządowym.
Nie zaprzecza pan więc, że funkcjonuje koalicja medialna PiS z SLD
- Żeby mówić o koalicji musielibyśmy mieć decyzję władz partii. W przypadku PiS nic takiego nie miało miejsca. Natomiast nie dziwię się, ze ludzie funkcjonujący w mediach publicznych a kojarzeni z różnymi poglądami politycznymi nie chcą przykładać ręki do ich likwidacji.
Jest jednak współpraca ludzi kojarzonych z PiS z ludźmi lewicy.
- To jak te osoby się zachowują, pokazuje decyzja o odwołaniu Gargas. Gdyby PiS miało rzeczywisty wpływ na TVP, to nie byłaby ona odwołana.
A nie ma pan wrażenia, że SLD was trochę przechytrzyło. Okazało się twardszym przeciwnikiem niż się spodziewaliście.
- To, że SLD jest twardym, przebiegłym graczem politycznym, nie jest dla mnie niczym nowym. Powinna to być przestroga dla tych, którzy uważają, że powinniśmy wchodzić w jakieś sojusze polityczne z SLD.
W tej kwestii ma pan więc inne zdanie niż Michał Kamiński. A z kim pan sobie wyobraża koalicję?
- Ja jestem sierotą po PO-PiS. Najbardziej wyobrażam sobie koalicję zwycięskiego PiS z przynajmniej częścią PO.
Odpowiada pan za wizerunek partii, jej lidera. Jest pan z siebie zadowolony?
- Jestem perfekcjonistą, więc rzadko jestem z siebie zadowolony.
Jakie będą pańskie priorytety na nadchodzący gorący okres kampanii wyborczej?
- Między kampaniami PiS ma kłopoty z utrzymaniem dyscypliny w mediach, a w kampanii jest z tą dyscypliną łatwiej. Dzięki temu, my w kampaniach zyskujemy. Poza tym musimy być bardziej profesjonalni, bo mamy gorsze relacje z mediami.
A jaki ma pan pomysł na to, by zmienić sytuację, w której wasi liderzy są w czołówce polityków o najmniejszym zaufaniu, a liderzy PO - w czołówce darzonych największym zaufaniem?
- To naturalne, że ludzie ufają aktualnie rządzącym. Tak właśnie było gdy my byliśmy przy władzy. Gorzej z elektoratem negatywnym. W innych partiach lider jest chroniony przed atakami, bo biorą je na siebie niżsi rangą politycy. U nas często sam lider musi atakować częściej niż inni. Wynika to m.in. z tego, że nie wszyscy są na tyle odważni, by angażować się w jakieś spory. A Polacy sporów nie lubią. U nas przyzwolenie na mocne starcia jest znacznie mniejsze niż w Wielkiej Brytanii czy USA. Musimy z tego wyciągać wnioski.