Czy integracja z Europą krajów byłej Jugosławii uzdrowi poranione wojną społeczeństwa?
Podobno w czasie wojny w Bośni na budynku poczty głównej w Sarajewie ktoś napisał wielkimi literami: „Tu jest Bośnia!”. Następnego dnia „nieznani sprawcy” zamazali ten napis i umieścili nowy: „Tu jest Serbia!”. Wreszcie kolejnej nocy pojawił się trzeci: „Idioci! Tu jest poczta!”. Prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem dla „kotła bałkańskiego” będzie umieszczenie tam w najbliższej przyszłości napisu „Tu jest Europa!”.
Kolejka do Brukseli
Jugosławia. Po wielkim projekcie socjalistycznej federacji zostało kilka samodzielnych państw. Każde z nich w różny sposób przeżyło rozpad organizmu, który przez kilkadziesiąt lat tłumił wszelkie nacjonalizmy. Większość z nich jednak doświadczyła tego w sposób wyjątkowo bolesny – krwawa wojna na Bałkanach w latach 90. ubiegłego wieku przyniosła setki tysięcy ofiar. Jednak mimo ciągle widocznych śladów nienawiści i żywych ran każdy z tych krajów wszedł na drogę integracji ze strukturami zachodniej demokracji. Liderem na tej drodze jest, oczywiście, Słowenia, która należy już do NATO, UE i strefy euro. Słoweńcy rozstali się z Jugosławią najmniej boleśnie. Jako pierwsi ogłosili niepodległość (czerwiec 1991 r.) i najkrócej musieli jej bronić przed zdominowaną przez Serbów armią jugosłowiańską (zaledwie kilka dni).
Gdyby nie wojna, na podobnym etapie byłaby dziś prawdopodobnie również Chorwacja, która ogłaszała niepodległość niemal w tym samym czasie, co Słowenia. Nie uniknęła jednak uwikłania w dłuższy konflikt i zbrodnie wojenne. Tymczasem jest liderem wśród czekających w kolejce do Unii krajów byłej Jugosławii, a w tym roku wstąpiła do NATO. Aspiracje zachodnioeuropejskie wykazuje także Macedonia (również poradziła sobie bez wojny), choć w jej przypadku nawet nazwa jest kontrowersyjna – przeciwko nazwie Macedonia protestują Grecy, stąd w nazewnictwie międzynarodowym funkcjonuje jako Była Jugosłowiańska Republika Macedonii. Drzwi do Unii uchylone są także dla Serbii, która dopiero niedawno przyjęła jednoznaczny kurs na Zachód i dała sygnał, że jest gotowa rozliczyć się ze zbrodniczej działalności. Również Czarnogóra, która najdłużej pozostawała w jednym państwie z Serbią (niepodległość ogłosiła, po referendum, dopiero w 2006 r.), stoi w poczekalni do Unii, a nawet wprowadziła już – tylnymi drzwiami – euro do oficjalnego obiegu. Do zjednoczonej Europy chce dołączyć także Bośnia i Hercegowina, choć obecnie wydaje się najbardziej odległa od realizacji ambitnego celu. Jest jeszcze problem z Kosowem. To samozwańcze państewko, uznane przez większość krajów zachodnich, nadal traktowane jest przez Serbię jako jej integralna część. Tymczasem kosowscy Albańczycy, którzy stanowią większość w Kosowie, chcą stać się jak najszybciej pełnoprawnym członkiem UE.
Reformatorzy i marzyciele
Co roku Komisja Europejska publikuje specjalny raport o postępie w przeprowadzaniu reform
przez kraje, które już oficjalnie kandydują lub dopiero aspirują do członkostwa w UE. Dotarliśmy do oryginalnego tekstu tegorocznego raportu. Komisja chwali w nim przede wszystkim Chorwację – głównie za wstępne dogadanie się ze Słowenią w sprawie przygranicznego sporu terytorialnego. To właśnie ten spór, ciągnący się od czasu rozpadu Jugosławii, był powodem blokowania przez Słowenię negocjacji akcesyjnych Unii z Chorwacją. Ale na głaskaniu raport się nie kończy. Chorwacji dostaje się przede wszystkim za niedostateczne wyniki w walce z korupcją, brak reformy sądownictwa i za, mającą się dobrze, przestępczość zorganizowaną. Raport mówi też o przypadkach ataków na przedstawicieli mniejszości serbskiej w Chorwacji i dyskryminacji Serbów w przyjmowaniu do pracy. Sprawiedliwość jednak nakazuje przyznać – co też czyni raport – że w ciągu ostatniego roku kolejna duża grupa serbskich uchodźców (ponad 1300 osób) mogła wrócić do swoich miejscowości w Chorwacji.