Dobre pytanie wprawia pytanego w osłupienie. Wtedy na jego twarzy rysuje się uśmiech bezradności i zaskoczenia. Wie, że musi natychmiast odpowiedzieć, i to tak, żeby brzmiało to wiarygodnie. I odpowiadając, myśli: „Co tu odpowiedzieć, kiedy zapyta mnie o to jeszcze raz?”. Bo wie, że dobry dziennikarz nie odpuści.
Jak zacząć
W krótkich rozmowach pierwsze pytanie musi natychmiast wprowadzić słuchacza w temat.
– Powinno się zaczynać od najświeższego newsa. Gdybym miał w studiu ministra obrony narodowej Radosława Sikorskiego dzień czy dwa po jego pierwszej wizycie w Iraku, zacząłbym od obecności tam polskich wojsk i pytania, czy będziemy mieli za to ropę. A parę dni później – od odtajnionych akt Układu Warszawskiego. Irak też by się pojawił, ale potem – mówi Grzegorz Miecugow, dziennikarz, zastępca dyrektora programowego TVN 24, który prowadzi rozmowy w programie „Inny punkt widzenia”.
Pierwsze pytanie nie musi atakować, lecz być atrakcyjne, wyzwalać w rozmówcy chęć podjęcia trudu wymiany myśli. Powinno być wyraziste, krótkie i proste. Katarzyna Kolenda-Zaleska, reporterka polityczna TVN 24, rozmowę w „Przekroju” z Lechem Wałęsą zaczęła: „Panie prezydencie, poszedłby pan na Marsz Równości w Poznaniu?”. – Pytanie ma chwycić byka za rogi. Bykiem nie jest rozmówca, widz czy czytelnik, tylko temat. Pytanie ma mieć siłę rażenia, wytworzyć między rozmówcami napięcie, zaciekawić odbiorcę, żeby poszedł dalej – radzi Jacek Żakowski z „Polityki”.
Początek najważniejszy jest w telewizji i radiu, określa temperaturę spotkania, pełni rolę leadu czy tytułu. Często nadaje charakter całemu wywiadowi. – Kiedyś w Radiu Zet Lech Kaczyński po pierwszym pytaniu zaczął wychodzić ze studia. I tak wychodził przez pół rozmowy, stojąc prawie w drzwiach, a ja pytałem dalej, i to wszystko szło na żywo. Był wtedy ministrem sprawiedliwości, a pytanie dotyczyło sprawy Pineiry – wspomina Żakowski (Janusz Cliff Pineiro twierdził, że przekazywał Porozumieniu Centrum, partii braci Kaczyńskich, pieniądze pochodzące z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego – przyp. red.).
Kiedy Mariusz Szczygieł, dzisiaj zastępca szefa „Dużego Formatu” w „Gazecie Wyborczej”, zaprosił do programu „Na każdy temat” w Telewizji Polsat żony, które zabiły mężów, zaczął: „Łatwo jest zabić człowieka?”. Striptizerki z kolei zostały przywitane: „Często się panie przeziębiają?”. Ale Szczygieł zastrzega, że gdy robi reportaż do „GW”, zaczyna zupełnie inaczej: – Pierwsze pytanie nigdy nie dotyczy głównego tematu. Raczej tego, co widzę w domu, pytam o oryginalnie wyhaftowane serwetki, o imponujący zbiór książek o II wojnie światowej. Muszę zyskać zaufanie rozmówcy.
Jerzy Jachowicz, autor wielu reportaży śledczych, kiedyś w „GW”, dzisiaj w „Newsweek Polska”, przyznaje, że nie zawsze jest czas na tak długie podchody. – Bywa, że na pierwszym pytaniu rozmowa się kończy. Kiedyś jeden z ministrów ogłosił, że sprawa zabójstwa generała Marka Papały jest na ukończeniu, a ja wiedziałem, że nic nie mają. Zacząłem rozmowę od pytania, czy jego oświadczenie jest elementem kampanii wyborczej, która się wówczas zaczynała. Minister rzucił k... i drugiego pytania nie było – opowiada Jachowicz.
Jaką obrać strategię
W przypadku rozmów w radiu czy telewizji sytuacja pytającego przypomina strategię sprintera, który biegnie na 100 metrów. Musi szybko wystartować i do końca już nie zwalniać. „Żadne podchody. Trzeba wprost. Kto chodzi po krzakach, ten w krzakach zostaje” – radził kiedyś w rozmowie z „GW” Krzysztof Skowroński, prowadzący „WIO -- Wywiad i opinie” w TVP 1. Prawie wszyscy pytani dziennikarze zastrzegają, że strategię rozmowy zawsze uzależniają od czasu, rozmówcy i tematu. – Jeżeli mam do czynienia z jawnym krętaczem, gangsterem albo politykiem, który wykorzystuje swoją pozycję do własnych interesów, jestem bezwzględny – mówi Jerzy Jachowicz. – Janusz Wojciechowski jako prezes Najwyższej Izby Kontroli był znany z zatrudniania ludzi związanych z Polskim Stronnictwem Ludowym. Zacząłem od razu od tego wątku. On tak się przestraszył i zdenerwował, że potem grałem dobrego wujka i musiałem go uspokajać. Sporo się przy tym dowiedziałem – opowiada. Przyznaje, że inaczej jest w rozmowie mającej przynieść potwierdzenie faktów, które dziennikarz zna, ale nie może się do tego przyznać. – W takiej sytuacji pierwsze pytania mają sprawić wrażenie, że ja gram w tej samej drużynie co mój rozmówca. Powoli przygotowuję grunt – mówi Jachowicz.