- Bardzo źle dla sportu żużlowego dzieje się w Debreczynie. Nowy właściciel obiektu, na którym jest tor żużlowy nie widzi tej dyscypliny. To chyba koniec czarnego sportu w tym zasłużonym ośrodku - martwi się Andrzej Grodzki, wiceprzewodniczący CCP FIM i przewodniczący Komisji Torowej UEM w rozmowie z "Tygodnikiem Żużlowym".
- Debreczyn to jeszcze niedawno stolica żużla na Węgrzech. W ostatnich latach odbywały się tam etatowo imprezy FIM i UEM, a najbardziej znaczące to finały KPE i MEP.
- Żużel ma tam silne korzenie. Kibice nie są obojętni temu co się ostatnimi czasy dzieje. Były nawet protesty. Do władz miasta wpłynęła petycja z około trzema tysiącami podpisów, żeby ratować speedway.
- Co z imprezami FIM i UEM zaplanowanymi w sezonie 2010 w Debreczynie?
- Runda kwalifikacyjna IME seniorów zostanie przeniesiona do niemieckiego Diedenbergen, a półfinał Mistrzostw Europy Par Opola. Udało się uratować obie te imprezy, a proszę mi wierzyć, że o tym czasie to nie jest łatwe.
- Co z sędziami obu imprez?
- Zawody par w Debreczynie miał sędziować Marek Wojaczek, ale z racji tego, że przeniesiono je do Polski, postanowiliśmy zamienić obsadzę sędziowską. Zatem Wojaczek pojedzie do Diedenbergen, a w Opolu zobaczymy sędzinę Suzanne Huttinger, która pierwotnie miała prowadzić rundę kwalifikacyjną IME seniorów.
- Nie będzie Debreczyna, nie wypaliły plany z torem w innym węgierskim mieście Ozd. Czarny sport u naszych bratanków zaczyna kuleć...
- W ogóle na Węgrzech sytuacja jest trudna. Nie ma już Debreczyna, a z Miskolcem sytuacja też wygląda nieciekawie. To kwestia czasu, że żużel zniknie z obecnego stadionu, bo ten położony jest w centrum miasta. Co rusz słychać jakieś protesty. Jest co prawda grunt pod nowy żużlowy obiekt na obrzeżach miasta, ale najpierw trzeba go wybudować. A nie ma klubu na świecie, który byłoby na to stać, a już na pewno węgierskiego.
- Speedway Miskolc zakontraktował jednak Scotta Nichollsa na starty w polskiej lidze. Nie jest chyba tak źle...
- Nie wiązałbym obu tych spraw...
- Czy Speedway Miskolc wystartuje w rozgrywkach ligi polskiej? A jak protesty się nasilą?
- Na pewno nie jest to problem roku 2010. W tym sezonie żużel na pewno będzie tam istniał.
- Co z ośrodkiem w Gyuli?
- To wczasowe miasto położone na granicy rumuńsko-węgierskiej. Szanse na rozwój żużla są niewielkie. Brakuje zaplecza finansowego i organizacyjnego. Żużel jest tam niezagrożony, ale to raczej folklor. A Miskolc to trzecie pod względem wielkości miasto na Węgrzech po Budapeszcie i Debreczynie i właśnie z nim należy wiązać jakieś nadzieje, a nie z Gyulą.
- Debreczyn był silnym ośrodkiem żużla w tym regionie Europy...
- Zdecydowanie tak i to bardzo smutne, że upada. Przypominam, że nie ma już żużla w austriackim Wiener Neustadt i raczej nie będzie. Jeden z biznesmenów z tego miasta snuje plany o wielkiej piłce i po przebudowie stadionu nie będzie tam miejsca na tor żużlowy. W przeciągu kilkunastu miesięcy sport żużlowy stracił dwie istotne lokalizacje.
- Ale rozkwita Milenium Stadion w chorwackim Gorican, gdzie w tym roku odbędzie się po raz pierwszy runda Grand Prix...
- W Gorican zostanie dobudowana nowa trybuna, tak że stadion pomieści nawet dwanaście tysięcy kibiców. Dotąd „wchodziło” tam około pięć tysięcy fanów. Gorican to taka perełka na południu.
- W Chorwacji jest też obiekt w Prelogu? Co się z nim dzieje?
- Tor w Prelogu wymaga niemalże gruntownego remontu, a zwłaszcza wymiany bandy. Nie ma to jednak większego uzasadnienia, ponieważ Prelog leży nieopodal Gorican, a nie ma też niewiadomo jak wielu chcących uprawiać żużel w tym regionie, żeby sprawnie funkcjonowały dwa tak blisko położone siebie ośrodki.
- W tym roku Gorzów zorganizuje półfinał DPŚ. Miał być rozbudowany stadion, ale zdaje się, że to wątpliwe...
- Na pewno półfinał DPŚ się odbędzie, ale nie ukrywajmy, że bez rozbudowy stadionu Gorzów nie może marzyć o Grand Prix, a wiem, że takie ma zamiary. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że gorzowski stadion bije na głowę te w Gorican czy Terenzano, ale przecież nie o to chodzi, żeby w Polsce odbyła się połowa rund Grand Prix. Nasze miasta mogę rywalizować pomiędzy sobą, a nie pomiędzy innymi krajami.
Miłosz Lippki/Tygodnik Żużlowy