Na początku lutego przedstawiono żużlowców, którzy będą bronić barw klubu z Krakowa w sezonie 2010. W składzie znaleźli się: Grzegorz Stróżyk, Roman Chromik, Tomasz Łukaszewicz, Patryk Pawlaszczyk (wszyscy Polska), Adrian Rymel, Hynek Stichauer (obaj Czechy), Denis Sajfutdinow, Semen Własow, Danił Ivanow, Władimir Dubinin, Andriej Kudrjaszow (wszyscy Rosja) i Siergiej Borisenko (Ukraina).
- Wanda to niechlubna tradycja krakowskiego żużla, więc wszyscy pytali, czy nie powtórzy się sytuacja z poprzednich lat. Pytali czy jesteśmy stabilni finansowo, czy mamy długoterminowe plany - mówi o negocjacjach z zawodnikami prezez Wandy Kraków Paweł Sadzikowski w rozmowie z "Tygodnikiem Żużlowym".
- Zapytam więc i ja: jaka jest pewność, że sytuacja się nie powtórzy i nie wycofacie się po kilku meczach?
- Sytuacja nie może się powtórzyć. Za daleko zaszliśmy, żeby się wycofać. Tłumaczyłem zawodnikom, że budujemy wszystko od podstaw i przekonywałem, że będziemy to robić na prawdę profesjonalnie. Nasi zawodnicy mają bardzo duże ambicje sportowe, chcą walczyć o najwyższe cele, dlatego wymagają od klubu, żeby ten także był na wysokim poziomie. Lepiej mieć tak ambitnych żużlowców, niż takich, którzy spoczną na laurach. U nas są jasno określone cele: chcemy awansować do pierwszej czwórki i zobaczymy co przyniesie sezon. Jeśli sytuacja finansowa będzie dobra, wówczas chcemy włączyć się o walkę o jak najlepszą lokatę. Na razie jednak wydaje mi się, że czołowa czwórka to maksimum, co można osiągnąć w pierwszym roku startów.
- Macie już pieniądze na starty we wszystkich meczach?
- Większość negocjacji ze sponsorami już się zakończyła. Kilka jest jeszcze w końcowej fazie. Liczymy też na kibiców, a sierpniowy turniej pokazał, że pod Wawelem jest ich bardzo dużo. Myślę, że przy dobrych wynikach jesteśmy w stanie ściągnąć na stadion cztery, pięć tysięcy ludzi. W Nowej Hucie nie ma żadnego sportu na wysokim poziomie, a ostatni bastion, Hutnik Kraków, ma bardzo trudną sytuację finansową. Liczymy też na kibiców piłkarskich Cracovii i Wisły.
- Czterech Polaków, ośmiu obcokrajowców, z tego pięciu z Rosji - tak będzie wyglądał skład w 2010 roku. Dlaczego obraliście kierunek wschodni?
- Zawsze marzyłem o takim składzie. Moim idolem, jeszcze z czasów gdy kibicowałem Wandzie, był Michaił Starostin i jego waleczność i nieustępliwość na torze spowodowały, że wolę zaufać zawodnikom rosyjskim, niż tym, z innych krajów. Rosjanie nigdy nie odpuszczają, jadą do samego końca. To twarde chłopaki.
- Stawiacie też na młodość, a za przykład niech posłużą mistrz Rosji do lat dziewiętnastu - Andriej Kudrjaszow, czy szesnastoletni Ukrainiec Siergiej Borisenko.
- Może trafi nam się drugi Emil Sajfutdinow?
- A dlaczego postawiliście akurat na takich Polaków?
- To złe nazwiska?
- Po prostu pytam.
- Patryk Pawlaszczyk miał nieudany sezon w Ostrowie, ale wcześniej był jednym z najlepszych juniorów w Polsce. Roman Chromik także zaliczył nieudany sezon w Krośnie, ale dwa lata temu razem z Patrykiem stanowili jedną z najlepszych par w pierwszej lidze. Grzegorz Stróżyk to bardzo solidny zawodnik, podchodzący bardzo ambitnie do tego, co robi. Dyscyplina i sport zajmują u niego pierwsze miejsce. Jest dobrze przygotowany sprzętowo, będzie dysponował trzema motocyklami. Tomasz Łukaszewicz ma walczyć o skład i zobaczymy co z tego wyjdzie.
- Jesteś przekonany do tych nazwisk?
- Polacy są, jacy są. Trudno wybrać znakomitych żużlowców do drugiej ligi. Nie jesteśmy Orłem Łódź i nie możemy sobie pozwolić na żużlowców z najwyższej półki.
- Kto będzie trenerem?
- Konsultujemy to z Krzyśkiem Cegielskim. Nie chcę polegać na swoim, kibicowskim doświadczeniu. Na razie jednak nie widzę odpowiedniego kandydata do roli trenera.
- Aż tak duże wymagania?
- Chciałbym kogoś młodego, ambitnego i dobrze znającego się na żużlu, a przede wszystkim znającego regulamin. Jeśli nie uda się znaleźć kogoś takiego, nie będziemy na razie zatrudniać trenera. Skupimy się na dobrym menedżerze, który poprowadzi ten zespół. W najgorszym wypadku poprowadzimy tę drużynę razem. Mamy sześcioosobowy zarząd, z czego sześć osób to kibice żużla. To nasz pierwszy sezon, więc czas na naukę.
- Jak będą wyglądać przygotowania do sezonu?
- Wszystko zależy od pogody. Gdy tor będzie nadawał się do jazdy, na pierwszy trening zaprosimy wszystkich zawodników. Później ściągniemy tych, którzy pojadą w pierwszym meczu.
- Budżet klubu na 2010 rok ma wynosić 900 tysięcy złotych. Ile w tym prawdy?
- Na ten budżet mają się składać wpływy od sponsorów i szacowana kwota z biletów. Na razie 900 tysięcy złotych to i tak za mało, aby w pełni wykorzystać skład jakim dysponujemy. Choć dodam, że całość tych pieniędzy jest przeznaczona na zawodników i organizację meczów. Planujemy maksymalnie dwa etaty w klubie, tylko po to, żeby ktoś mógł się w pełni zająć sprawami organizacyjnymi i sportowymi. Pierwszy rok przepracujemy charytatywnie, a wszystkie zaoszczędzone środki ulokujemy stricte w sport. Wiele też zależy od kibiców, bo jeśli na każdy mecz przyjdzie ich osiem tysięcy, to ten budżet może wynieść nawet i półtora miliona. Jednak to rozważania czysto teoretyczne.
- W jakiej cenie będą bilety?
- Rozpoznajemy rynek w Nowej Hucie i badamy jakie ceny są do przyjęcia dla kibiców. Na pewno będą duże udogodnienia dla pań, być może będą wchodzić za program. Na pewno bilety nie będą drogie, bo zależy nam na tym, żeby jak najwięcej ludzi ściągnąć na stadion.
- Planujecie zorganizować jakieś imprezy przed meczami?
- Pierwsze spotkania mają być utrzymane w atmosferze pikniku. Dla niektórych koncert będzie dodatkiem do meczu, ale dla innych to rywalizacja na torze będzie dodatkiem do jakiegoś wydarzenia przed spotkaniem. Liczymy na to, że ta druga grupa przy okazji zarazi się żużlem.
- Aby przyciągnąć kibiców trzeba stworzyć im dobre warunki na stadionie. Obiekt Wandy był w remoncie. Są dalsze plany jego modernizacji?
- Jeśli będą wyniki sportowe, być może prezydent i rada Krakowa przeznaczą kolejne pieniądze na modernizację stadionu. Chcemy, aby wreszcie stanęły maszty oświetleniowe. Swoją drogą dziwię się, że w Krakowie nie ma czegoś takiego jak fundusz na promocję poprzez sport. W takich małych miastach jak Rawicz, Krosno, czy Piła działacze dostali pieniądze na żużel z miejskich budżetów, a u nas idzie to dość opornie.
- Budowanie składu w dużej mierze złożonego z nieanonimowych nazwisk, plany zajęcia miejsca w pierwszej czwórce, chęć ściągnięcia czterech tysięcy kibiców na każde spotkanie - czy to wszystko nie jest na wyrost?
- Absolutnie nie. Myślimy o tym wszystkim bardzo realnie. Szczególnie, aby awansować od pierwszej czwórki. Później zobaczymy, bo możemy się wystrzelać z pieniędzy po sezonie zasadniczym, a możemy namieszać w czołówce.
Łukasz Mordarski/Tygodnik Żużlowy