Również dziennikarze robiący duże reportaże najtrudniejsze pytania zostawiają na koniec. – Z reguły najpierw jazda obowiązkowa, zbieramy fakty – ile się da. Kiedy nie mamy już nic do stracenia, pora zadawać pytania, po których można wylecieć za drzwi – mówi Małgorzata Szejnert, wieloletnia szefowa działu reportażu w „GW”. Zaznacza, że zanim zaczniemy pytać, powinniśmy nawiązać kontakt z rozmówcami, wzajemnie się oswoić. – W śląskim mieszkaniu zdejmujemy buty, kiedy przychodzimy z zimna, prosimy o herbatę, żeby się rozgrzać. Usuwamy możliwe bariery – nie zajeżdżamy limuzyną pod biedny dom. Według Szejnert, jeśli mamy czas, pierwszą rozmowę możemy potraktować luźno – zapoznajemy się. – Przed każdą kolejną wizytą warto przypomnieć sobie poprzednią, nauczyć się imion bohaterów.
Inne pytania zadaje się podczas zbierania informacji do reportażu, inne do rozmowy. – Reportaż to akcja, portret psychologiczny i wyczucie detalu. Gdybym robił klasyczny wywiad z Jerzym Giedroyciem, nigdy bym go nie cisnął przez pół godziny, by przypomniał sobie, w jakiej sukience Zofia Hertz wyjeżdżała z nim z Rzymu do Paryża w 1948 roku. A gdy zbierałem materiał do opowieści o paryskiej „Kulturze”, było to potrzebne. Reportaż potrzebuje szczegółu, a trudno go odtworzyć, zwłaszcza po długim czasie – opowiada Żakowski.
Jak dociskać
Co zrobić, gdy rozmówca zdecydowanie nie chce odpowiedzieć na pytanie albo mówi nie na temat? – Dopominanie się o odpowiedź jest elementem gry – twierdzi Żakowski. W takich sytuacjach najczęściej stosowane przez dziennikarza strategie to: konfrontacja, zmęczenie przeciwnika lub zdobycie zaufania. Metoda pierwsza jest stosowana zwykle w krótkich wywiadach, kiedy nie ma czasu na podchody. – Warto wtedy użyć trybu przypuszczającego – radzi Jachowicz:
„– Czy premier zaproponował panu stanowisko ministra?
– Proszę o następne pytanie.
– No dobrze, ale gdyby zaproponował, to co by pan odpowiedział?”.
Mariusz Szczygieł unika rozmów z aktorkami, piosenkarkami, osobami medialnymi. Jego zdaniem tego typu ludzie albo nie odpowiadają wprost na pytanie, albo ich odpowiedzi są zbyt powierzchowne i konfekcyjne. Choć niektórzy mają na to sposób. – Namówiłem mojego kolegę z „Dużego Formatu”, Darka Zaborka, na rozmowę z piosenkarką z Tercetu Egzotycznego. Pojechaliśmy do Wrocławia i spędziliśmy u niej prawie całą dobę – wspomina Szczygieł. – Około 23 przysnąłem, budzę się po jakimś czasie, rozmowa trwa, a ja słyszę, jak Darek zadaje dosłownie to samo pytanie, które padło już o 16. Zresztą na drugi dzień zadał je raz jeszcze. To metoda na zmęczenie. Za trzecim, czwartym razem rozmówca pęka, przypomina sobie coraz to nowe szczegóły.
Również Jerzy Jachowicz przyznaje, że czasami, by otrzymać odpowiedź, trzeba rozmawiać godzinami i nasłuchać się, jak mówi, „bałamutnych banialuków”. Rozmowa z generałem Czesławem Kiszczakiem. Pytanie: „Czy to prawda, że gdy był pan w 1945 roku w Anglii, wysyłał pan szyfrogramem nazwiska żołnierzy Armii Krajowej, którzy wsiadali na statek, by wrócić do kraju? W Polsce aresztowano ich jeszcze przed zejściem na ląd”. Odpowiedź: „Wówczas władza polska była podzielona...”. – I przez pół godziny Kiszczak mówił o sytuacji historycznej, własnej biografii, swoich zasługach przy Okrągłym Stole. Oczywiście, po dwóch godzinach powtarzam to samo pytanie, ale nigdy w tej samej formie, bo jesteśmy na innym etapie rozmowy i dosłowne powtórzenie zburzy atmosferę, którą zbudowaliśmy. Rzucam więc: „No to jak było z tymi listami?” – kończy Jachowicz.
– Trzeba zakładać, że można pytać o wszystko. Ale to, w jaki sposób skorzystamy z tego prawa, musimy za każdym razem na nowo rozstrzygać – twierdzi Małgorzata Szejnert. Najczęściej dziennikarz wchodzi na grząski grunt, kiedy zaczynają się pytania dotyczące życia prywatnego, spraw bardzo bolesnych. – O trudne rzeczy nie pytam wprost – przyznaje Szczygieł. – Rozmawiałem kiedyś z kobietą, która miała amputację piersi. Gdy szła na operację, napisała list pożegnalny do rodziny. Nie miałem odwagi spytać wprost, co w nim było. Zagaiłem więc: „Ciekawe, co człowiek może napisać w pożegnalnym liście do rodziny?”. Wtedy opowiedziała mi o sobie.