Kuna leśna z zainteresowaniem przygląda się fotografującemu
W środku lipcowej nocy obudziły mnie odgłosy miauczenia – czyżby koty zapomniały, że to nie marzec? Wyjrzałam przez okno: po podwórzu skokami poruszało się zwierzątko wielkości kota, ale z dłuższym pyszczkiem i bardziej puszystym ogonem. „A! To tylko kuna!” – pomyślałam i wróciłam do łóżka, bo nie było w tym nic nadzwyczajnego, nawet zważywszy fakt, że mieszkam w środku dużego miasta.
przeczytaj artykuł »